Jak naturalnie poradzić sobie z wiosennym przemęczeniem?

sakura-8222

Dzień dobry!

Witam Was pięknie pierwszego dnia kalendarzowej wiosny! Jak to szybko zleciało!:)

Dziś przygotowałam dla Was krótki i przyjemny post (w końcu też chcę iść na pole!:)) o tym jak poradzić sobie z wiosennym przemęczeniem.

Niektórzy twierdzą, że to taki wygodny mit, który usprawiedliwia nasze lenistwo. Nie sądzę, ponieważ sama doświadczyłam wiosennej słabości i wiem, że Wy też doświadczacie.

Dlatego mam dla Was 5 szybkich pomysłów, jak sobie umilić ten czas i w miarę bezboleśnie dotrwać do Święta Kwitnących Wiśni. Potem będzie już dobrze!

ps. nie mogę się doczekać na tegoroczny projekt Sakura.  Robimy, prawda?

Tak więc zaczynamy z tymi złotymi radami.

Traktujcie je na luzie: nie jest to wszystkowiedzący poradnik Wirtualnej Polski czy Onetu, ale po prostu kilka rzeczy wynikających z mojej obserwacji. Piszę tutaj o przemęczeniu i słabości, nie chorobie wiosennej: niemniej myślę, że wskazówki i osobom chorym się przydadzą.

 

 

1. Pozwólmy sobie być zmęczonymi

Wiem, że to brzmi banalnie nieco.

Chodzi o to, żeby zaakceptować że idzie wiosna i możecie być zmęczeni. Jeśli Was napadnie słabość nie trzeba od razu iść do apteki, kupować napojów energetycznych i tony wzmacniających suplementów (o czym dalej, nie jestem przeciwna suplementacji). To cykl natury, że jesteśmy zmęczeni o tej porze roku i to jest normalne. Jeśli możemy to się połóżmy, zamiast łykać Redbulla i zasuwać dalej.

Rozumiem, że kiedy ma się małe dzieci czy sytuacja  to nie ma wyboru, rozumiem, że sytuacja zawodowa i jak nie możecie to nie możecie, oczywista sprawa.  Jeśli macie wiosenne przemęczenie, takie prawdziwe, to nie ma sensu zaczynać realizować świątecznego postanowienia „będę ćwiczyć regularnie” i na siłę biegać czy tam chodzić na basen. Niby oczywiste (organizm mówi „daj mi odpocząć! zwolnij!”), a człowiek głupi jest czasem i zasuwa. Ja byłam podczas przemęczenia raz na basenie i bardzo tego potem żałowałam.

Napatrzyłam się  też na niektórych znajomych, którzy stawiają się siłą na nogi tylko po to, żeby pooglądać więcej internetu;). Nie idźcie tą drogą.

 

2. Robimy sobie rosół

Ja wiem, że na przednówku wszystkim odbija i każdy chce być fit. Zielone koktajle, świeże soki owocowe, superfoods.  Okey, ja tez poszłam na basen i wyczekuję z utęsknieniem pokrzywy ale zaufajcie mi: jeśli jesteście przemęczeni to na nogi postawi Was rosół, jaglanka, płatki owsiane nie koktajle ze spiruliną i zielonym owsem. Nie mam nic przeciwko koktajlom ze spiruliną i zielonym owsem, oprócz tego że pachną obrzydliwie (zresztą to jeden z tematów nadchodzących). Uważam, że oczyszczanie organizmu i wkładanie w niego dodatkowych substancji odżywczych można rozpocząć na większą skalę wtedy, kiedy już nie słaniamy się na nogach ze zmęczenia. Albo chociaż równocześnie z normalnym jedzeniem.

Niech Wam do głowy nie przyjdzie w tym momencie zacząć się odchudzać (w sensie odchudzania pod tytułem: „od dziś jem zdrowo, ograniczam kalorie do 1000”).

Weźcie jednak pod uwagę, że organizm jeszcze nie obudził się po zimie.  Metabolizm jest często zwolniony, jesteśmy podatni na infekcje etc. Ja wiem, że zielone koktajle wyglądają super o tej porze roku na zdjęciach, ale zrobicie sobie lepiej gotując taki  Rosół Mocy albo Złoty Rosół Przetrwania albo Ramen. Lepiej na tym wyjdziecie, jak się organizm ogarnie już trochę (mi zajęło to 7 dni) to można się bawić w oczyszczanie, liczenie kalorii (jeśli chcecie)  i inne takie.

3. Czerpiemy z natury

wiosnaprzedmowek-7781

Lada dzień zaczną wychodzić najcenniejsze zioła i ziółka: młodziutka pokrzywa, podagrycznik (ja nie lubię, ale są koneserzy), gwiazdnica.. Wypatrywać trzeba i zbierać: do zup, stir fry, jajecznic…

O soku z brzozy na który jest właśnie sezon chyba nie muszę wspominać (można pić nawet 1 litr na osobę na luzie).

Polecam Wam wpis: 7 roślin, których nie chcesz przegapić wiosną.

Oczywiście potem można sobie pomagać różnymi super foods – ja będę robić na przykład niedługo bardzo mocno oksydacyjny napój z różnych „super owoców”.  Intuicyjnie mamy ochotę dodawać zieleninę i takie tam, więc się nie krępujcie. Warto jednak pamiętać, że najlepsze rzeczy właśnie wyrastają z ziemi i po prostu upatrzyć sobie parę stanowisk koło domu albo na spacerze: dzikie rośliny są bardzo często bardziej wartościowe niż uprawne.

4. Wprowadzamy kiszonki

Skoro już o diecie co nieco powiedziałam: warto wprowadzić kiszonki i rzeczy z laktobakteriami.

Z czego w miarę możliwości doradzałabym wyjść poza jogurty. Jogurty wychładzają organizm i wydaje mi się, że trochę jeszcze na nie za wcześnie, zwłaszcza w dużych ilościach.

Polecam Wam gorąco kombuczę.

Będziemy niedługo robić kimczi (jutro? pojutrze?).

Takie kiszonki sobie zróbcie.

Naprawdę, robione są tysiąc razy lepsze niż kupione, ale jeśli nie macie, to nie będę Was stawiać pod ścianą:)

Jeśli już naprawdę nic nie macie i nie chcecie czekać aż się Wam zrobić ocet jabłkowy, kupcie sobie dobry ocet jabłkowy, pasteryzowany w niskiej temperaturze (dobry jest np. firmy Develey: często tworzą mi się na nim octowe matki). Można pić rano tak 1 łyżkę octu jabłkowego z pół szklanki letniej wody: lekko pobudza metabolizm, tonizuje (uwielbiają tę technikę zwłaszcza zwolennicy diety zasadotwórczej) i wprowadzacie troszkę bakterii octowych.

Czasami pije się taż rano sok z cytryny na wodzie: również dobrze wpływa na organizm, ale nie mamy tutaj dawki bakterii.

W przyszłym tygodniu będę się fermetnacyjnie rozkręcać na blogu, więc Was zapraszam!:)

5. Używamy aromaterapii

Bez wspomnienia o aromaterapii nie byłabym sobą.

Polecam zwłaszcza dwa olejki:

  • dobry olejek lawendowy (używam do kąpieli aromaterapeutycznych, nawilżania powietrza): dobry zwłaszcza kiedy z przemęczeniem łapie nas irytacja, huśtawki nastrojów, wszystko wypada z rąk.. działa lekko przeciwzapalnie więc wzmacnia organizm kiedy jesteśmy podatni na infekcje. Można też masować sobie skronie albo wkrapiać po kilka kropelek w podeszwy stóp i masować je delikatnie. Można też olejkiem lawendowym masować obolałe mięśnie.
  • olejki cytrusowe*: cytrynowy lub pomarańczowy lub grepjrutowy. Bierzemy sobie łyżkę stołową wybranego oleju (co tam macie, oliwa się nada, słonecznik się nada, kokos też), wkrapiamy około 3-5 kropli olejku cytrusowego i wmasowujemy sobie w podeszwy stóp albo w brzuch. Bardzo fajnie i łagodnie energetyzują. Świetnie łączą się z miętą pieprzową albo zieloną. Chyba zrobimy sobie na blogu energetyzującą mieszankę na wiosnę, co?:)

* uwaga, bo niektórych mocno uczulają, zwłaszcza od niezbyt dobrych firm: aktualnie korzystam z Young Living. Pomarańcza i grejpfruty są czasem łagodniejsze od cytryny. Najpierw zróbcie sobie test na małym kawałeczku skóry i potem dopiero nakładajcie na skórę:)

6. Suplementujemy

Kiedy piszę „suplement” zaraz znajdzie się ktoś kto podpowie: „Ale naturalne jest lepsze, po co brać tabletki, lepiej mieć zdrową dietę”.

Pewnie, że jest dużo lepsze i lepiej mieć zdrową dietę. Tylko, z jakiegoś powodu wiele osób nadal ma w organizmie niedobór przeróżnych mikroelementów. Powiedzenie osobie, która ma takie problemy: „jedz zdrowo” to jest żadna pomoc.

Rozsądnie używane suplementy mogą być wartościowe o ile się we właściwy sposób: przydają się w czasie chorób, w czasie kiedy dopiero wprowadzamy dietę na bardziej odżywczą lub kiedy po prostu z różnych przyczyn potrzebujemy konkretnego składnika.  Nie bez powodu wielu cenionych lekarzy – naturopatów poleca suplementację. Często pytacie mnie jaką firmę polecam: osobiście używam dla siebie czy dla rodziny suplementów firmy Solgar (aktualnie stosuję witaminę C), które uznawane są za jedne z najlepszych na świecie. Zresztą o suplementach więcej pisałam w tym poście.

W przypadku wiosennego przemęczenia zwracam Waszą uwagę na:

  • witaminę D3. Wielu Polaków ma niedobór, zwłaszcza zimą i zwłaszcza wtedy, kiedy pracujemy w pomieszczeniach. Co z tego, że za oknem świeci teraz słońce, skoro siedzę w mieszkaniu i piszę dla Was ten post:). Z tego co mi wiadomo (ale proszę, sprawdźcie, bo mogło się coś zmienić!) aktualnie zalecana suplementacja witaminy D3 dla dorosłych to 1000 – 2000 IU dziennie. Wielu cenionych zielarzy zagranicznych (np. Rosale de la Foret) poleca suplementację witaminą D3 przez większość pory „ciemnej” oraz w przypadku przeziębień
  • witamina C w dużej dawce i/lub polifenole: to nie jest koniecznie jeśli nie jesteście przeziębieni, ale często również się podaje tę witaminę w przypadku osłabienia.  Duża dawka to nie śmieszne zalecane 60mg ale 500-1000. Jestem przeciwniczką przyjmowania codziennego dawek wyższych niż 1000mg dziennie ale to na inny wpis:). Jeśli preferujecie naturalne metody, bardzo dobrze nada się np. dobry sok z rokitnika.  Będziemy mówić o tym w poście dotyczącym alergii jeszcze:)
  • suplement ogólny: jeśli widzicie, że jecie beznadziejnie i nie dajecie sobie rady, to wtedy warto zwrócić uwagę na suplement ogólny, dostosowany do wieku, płci etc.

Planuję przygotować dla mojej Babci mocno wspomagający odporność napój z przeróżnych soków polskich roślin, który przy odrobinie szczęścia będzie miał dużą dawkę polifenoli i witaminy C, więc również się z Wami podzielę recepturą, jeśli chcecie:)

Ja tutaj nikogo nie będę wytykać palcem, za to że suplementuje.

Po to są suplementy, żeby z nich korzystać wtedy, kiedy trzeba. Oby jak najrzadziej trzeba było!

8. Robimy sobie badania

Jeśli cierpimy na chroniczne przemęczenie i intuicja podpowiada Wam, że to coś więcej niż standardowe przemęczenie to warto skorzystać z dobrodziejstw XXI wieku i się zbadać. Normalna morfologia na sam początek powinna wystarczyć, ale warto zwrócić szczególną uwagę na:

  • poziom żelaza, zwłaszcza kobiety. Bardzo wiele kobiet ma jakiś tam mniejszy lub większy niedobór żelaza i to może być przyczyną chronicznego zmęczenia, zadyszek, pokasływania, tworzenia się sińców pod oczami. Kiedyś napisała do mnie czytelniczka czy znam jakiś naturalny kosmetyk na podkrążone oczy, okład, ziółko, cokolwiek. Oczywiście, mogłabym jej podpowiedzieć torebki z herbatką, ale zasugerowałam, żeby sprawdziła poziom żelaza. Okazało się, że on był przyczyną: po suplementacji zaleconej przez lekarza, problem znikł.
  • badania pod kątem pasożytów: tak, zdarza się, że duże nagromadzenie pasożytów w organizmie przyczynia się do osłabienia (wystarczy poczytać czy popatrzeć jak zachowują się koty które nie są odrobaczone: często są leniwe, apatyczne etc.). Nie polecam zwalczania pasożytów na własną rękę np. olejkiem oregano, jeśli nie jesteście pewni, że je w ogóle macie. Są takie pomysły i kończą się one często wybiciem naturalnej flory bakteryjnej. Usunięcie wielu pasożytów jest na szczęście relatywnie proste. Pasożyty były z ludźmi (wiele ludowych remediów to remedia na pasożyty właśnie), są i będą. Taka kolej rzeczy, nic wstydliwego.
  • badania pod kątem innego dziadostwa: jak już nic nie pomaga i jesteście mega przemęczeni cały czas to możecie spróbować zrobić sobie badania pod kątem gronkowców, paciorkowców, chlamydi i innych takich. Wbrew temu co jednak piszą w internecie czasem, to nie jest tak, że gronkowce trzeba od razu i automatycznie wybić. Większość populacji (obstawiam 98%, jeśli nie sto) ma gronkowca jednego czy drugiego w organiźmie i to jest zupełnie naturalne. Problem pojawia się, kiedy siada nam odporność (w dużym skrócie), mamy jakiś przewlekły stan zapalny i zaczynają namnażać się mocniej, niż jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. To jest temat na inną rozmowę (w takich wypadkach stawia się w medycynie holistycznej głównie na podniesienie odporności), ale takie przypadki też się zdarzają
  • odwiedzamy dentystę: to powinno być na samym początku w sumie. Jeśli się boicie dentysty, dajcie sobie jakąś mentalną nagrodę (jak pójdę, to kupię sobie książkę/sukienkę/torebkę) i idźcie. O tym jak ważne jest zdrowie zębów opowiemy też innym razem, ale jeśli dawno nie byliście na fotelu to: zróbcie sobie przegląd, jeśli trzeba podleczczie próchnicę, ściągnijcie kamień nazębny jeśli jest go dużo. Źle leczone albo nieleczone zęby i ogólnie słaba higiena jamy ustnej (a słaba może być nawet wtedy, kiedy regularnie myjemy ząbki, ale mamy np. dietę złą) sprawia, że znowu: mnożymy nie te bakterie co trzeba.

Ja wiem, że to się łatwo mówi, a do lekarza to się nie chce iść (sama jeszcze nie poszłam na tę morfologię tego roku, ale się wybieram:)), ale czasami warto.

Zaufajcie sobie: jeśli czujecie, że coś jest nie tak, że nie pomagają Wam konwencjonalne środki: ani dieta, ani odpoczynek, ani suplementy to wybierzcie się do specjalisty, poproście o badania. To jest lepszy krok niż rozpoczynanie samodzielnego leczenia przez wujka Google, Ciocię Wikipedie i grupy na Facebooku:)

Tak jakoś poważnie się na koniec zrobiło ale ogólnie.. To trzymajcie się! Miłej wiosny! Byle do pierwszych pokrzyw i sakury!

sakura-8565Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

  • A dlaczego nie polecasz dawki wit. C większej niż 1000?

  • Anna

    Hej:) Ja mam pytanie czy są może jakieś zioła dobre na refluks przełyku/żołądka? Co pić żeby złagodzić to podrażnienie w przełyku? A co może zaszkodzić? Pytam bo jednak zawsze pomagały mi zioła a nie leki i może w tym wypadku też tak będzie :(

  • Miron

    Ja stosuję suplementy diety, które dostałam po wykonaniu testu na obciążenia organizmu w centrum biomedycznym Revitum. Poza tym odpowiednia ilość ruchu na świeżym powietrzu i czuję się doskonale. :-)

  • Dorota Krzyżaniak

    Hej :) Chętnie czytam a jeszcze chętniej słucham Twoich porad :) Od jakiegoś czasu zainteresowałam się zdrowym stylem życia, do czego skłoniły mnie ciągłe problemy zdrowotne mojej córki (alergia, subkliniczna nadczynność tarczycy, silny trądzik, nadwaga..) a także moje nienajlepsze samopoczucie. Stąd Trafiłam na Twojego bloga :) Odkryłam również, kilka m-cy temu, Pana Jerzego Ziębę, który otworzył mi i moim znajomym oczy na wiele prostych spraw związanych z nieprawidłowym żywieniem, leczeniem itd. Innymi słowy wywrócił mój świat do góry nogami w jak najbardziej pozytywnym sensie. Zwrócił mnie w stronę naturalnych i czasami bardzo prostych metod odzyskiwania zdrowia, jak np. zakwaszenie żołądka.. Zatem polecam posłuchanie wywiadów lub wykładów tego Pana (na You Tube) a także książkę pt. Ukryte terapie, bo m oim zdaniem warto:) Osobom dociekliwym, bardzo pomaga usystematyzować wiedzę, podpiera się badaniami naukowymi. Na Twoim blogu znalazłam także wiele ciekawych informacji, np. dotyczących ziół, które sobie spisałam i biegnę zakupić. Choć okazuje się, ze nawłoć mam, a nie wiedziałam, ze jest taka niezwykła :) Podobnie z koszyczkami rumianku :) Pozdrawiam serdecznie i wiosennie :) Dorota

  • inka

    Klaudyna wpis cudo.Akurat poruszylas kwestia pasozytow,domownicy napewno maja bo mamy w domu psa.Psa odrobaczamy a siebie inne.Duzo osob stosuje wlasnie vrnicadis,olejek z oregano i chwala sobe ale ja taka odwana ne jestem.Znowu isc do lekarza i brac na to leki,psuc watrobe,niewiem.Tmbardziej ze pasozyty rzadko kiedy wystepuja podczas badania w kale chocia faktycznie sa i czlowiek zyje sobie z nimi dalej myslac ze ich nie ma.Mowilas,ze jest jakis naturalny sposob na to,podpowiesz moze??

    • Jakie pasożyty nie wychodzą podczas badań konkretnie?:). Są różne badania, też z krwi etc.:), Najlepiej zapytać lekarza po prostu jakie się ma opcje, często też poza NFZ.

  • Angelika

    Czy badanie na pasożyty przepisuje lekarz? Trzeba oddać krew, czy jak to wygląda? Cudowne są Twoje wpisy! Jestem oczarowana…

    • Najlepiej zapytać lekarza po prostu o proponowane badania w kierunku pasożytów. Najczęściej są to po prostu badania z kału (dzieciom często się robi:)), czasem z krwi, czasem z wymazu. Przyznaję, że nie jestem w tej dziedzinie specjalistką dlatego najlepiej jest zapytać się lekarza po prostu:). Ewentualnie zajrzyj na forum Łuskiewnik (http://rozanski.ch/forum/), tam się mocno zajmują fitoterapią:)

  • Świetne porady, przydadzą się, bo faktycznie wiosenne przemęczenie jest odczuwalne.. Ja dziś stosuję rosół i wykorzystam olejek pomarańczowy, bo mam taki w posiadaniu:)

  • m.sz.

    Co tydzień zaskakujesz mnie! Twoje food studies i antropologia jedzenia to Himalaje! Albo naszyjnik z pereł, jak wolisz! :) Ponieważ wpadłem jak śliwka w kompot, w Twój blog w połowie 2014, dopiero teraz dokopuję się do szczególnie smakowitych kąsków z ubiegłych lat. Trochę to mi przypomina sytuację, gdy Agnieszka Osiecka po napisaniu „Na całych jeziorach Ty…” zwierzała się przyjaciołom z obaw, że piękniejszej piosenki już nie napisze…Nawiązując do święta kwitnących wiśni ,wszystko co piękne jest nietrwałe i przemijające…oprócz inteligentnych kobiet…;)

    • Ty to mi zawsze coś miłego napiszesz:)

      • I nawet na Osiecką się powołała ;)