Fondue przepis, historia, dodatki i kolacja :-)

Dzień dobry,

Zgodnie z wczorajszą obietnicą, dziś chciałam zaprosić Was na kolację z udziałem fondue a co za tym idzie pokażę Wam swój przepis na fondue. Czy fondue jest wyrazem oszczędności czy rozrzutności? A może po prostu przyjemności kulinarnej? Wczoraj, jedząc z moim Panem kolację, skłaniam się do ostatniej tezy, ale nie jest to takie oczywiste.

Propozycję testowania fondue otrzymałam od firmy Severin i ponieważ na Facebooku zachęcaliście mnie do spróbowania sprzętu (i fondue!), po prostu to zrobiłam:-)*. Niedługo będę również testować rodzaj elektrycznego grilla – raclette, więc już teraz zapraszam. Na stronie Severin, możecie znaleźć także test z nagrodami, który podpowie, które urządzenie byłoby dla Was bardziej odpowiednie. Moje wyniki: chcesz mieć to i to!

Wracając do fondue. W tym poście krótko pokażę Wam mój sposób na fondue, napiszę skąd fondue się wzięło, dlaczego tradycyjnie dodaje się do niego czerwone wino oraz co wspólnego mają górale szwajcarscy z włoskimi. Czy za fondue stoi coś więcej, niż idea wspólnego gotowania i dobrej zabawy?

Zapraszam!

* pewnie zrobiłabym to i bez zachęty!:-)
ps. ten wpis jest wpisem promocyjnym.

ps2. wpis podłączam do serii FoodStudies w Ziołowym Zakątku.

Dziś fondue wydaje się być dekadenckim elementem, czymś ekskluzywnym i modnym. Myślę, że dlatego, bo jest to urządzenie jednofunkcyjne, które służy dostarczeniu nam przyjemności jedzenia. Jest czymś czego nie potrzebujemy do życia, ale moglibyśmy/chcielibyśmy/bardzo chcielibyśmy mieć [niepotrzebne skreślić]. Fondue może się też kojarzyć z zabawą: zapraszamy znajomych i jemy wspólnie, z jednego garnka. Jest to skojarzenie słuszne, bo współczesne fondue to kontynuacja tzw.communal pot , czyli wspólnotowego garnka.

Historia Fondue.

Fondue które znamy wywodzi się ze Szwajcarii, jednak w książce „Sekrety kuchni włoskiej” spotkałam się ze wzmianką, że górale z północnych Włoch również wynaleźli coś w rodzaju fondue. Oznacza to, że pomysł topienia sera był bardzo prosty i efektywny.
[pullquote] Historia fondue to historia oszczędności[/pullquote]
U podstaw fondue leży oszczędne gospodarowanie zasobami. Starsze sery, roztopione z winem, były nie tylko smaczniejsze, ale po prostu łatwiejsze do spożycia. Jeśli dołożymy do tego czerstwy chleb i warzywa, które akurat są pod ręką, oszczędność jest oczywista.

Idea jest prosta: bierzemy garnek z grubym dnem, powoli roztapiamy w nim resztki sera (w Szwajcarii  był to ser typu Gruyere) i  jemy to, co akurat mamy pod ręką. Dzielimy się posiłkiem z towarzyszami. Każdy ma jeden szpikulec, więc wszyscy jesteśmy równi, jemy tak, aby każdy mógł się nasycić. Jak się Wam podoba taka idea?

 

Fondue.  Między oszczędnością a szczyptą luksusu.


Fondue dzisiaj.

Dzisiejsze założenie fondue wydaje się być inne niż pierwotne. Trudno mówić o oszczędności, jeśli kupujemy specjalne urządzenie (albo idziemy do restauracji), specjalne rodzaje sera, przeróżne owoce i warzywa, specjalnie na tę okazję. Raczej jest to rozrzutność niż oszczędność.
Swoją drogą, ludzi zawsze pociągała rozrzutność zasobów.
[pullquote]Dziś istota fondue to przyjemność dzielenia się i smakowania.[/pullquote]
Pozostało jednak coś  z pierwotnego fondue: dzielenie się jedzeniem, aspekt wspólnotowy (jakie smutne byłoby jedzenie fondue samemu!) oraz prostota przygotowania. Gotowanie z fondue ma teraz być proste, fajne, dawać nam frajdę, a niekoniecznie pomagać przetrwać. To jest OK!

Sprzęt do fondue.

Na rynku można spotkać różne rodzaje fondue: elektryczne, żeliwne czy nawet ceramiczne. Ja skłaniam się jednak ku elektrycznym (są lekkie, łatwe w obsłudze i dają większe możliwości). Ponieważ zostałam poproszona o przetestowanie konkretnego sprzętu, napiszę Wam co o nim sądzę.

 

Oto fondue które otrzymałam:

[pullquote]Dla mnie najważniejsza jest solidność wykonania. [/pullquote]
Plusy:

+ zestaw jest bardzo solidnie wykonany. Garnek ma grube dno, wykonany jest precyzyjnie. Nic się nie przemieszcza, nie porusza, nie kiwa na boki
+ bardzo lekki zestaw. Wygodny w przenoszeniu z jednego miejsca mieszkania na drugi. Stabilny. Nie wyobrażam sobie przenoszenia fondue z żeliwa. Tutaj spokojnie można wyciągać i wkładać fondue do szafki
+ sześciostopniowa regulacja temperatury (!), można bardzo wygodnie przygotować fondue od razu na urządzeniu i mieć kontrolę nad temperaturą. Regulacja jest płynna, urządzenie nagrzewa się bardzo szybko
+ łatwo się myje
+ wiem, że to drobnostka, ale spodobało mi się, że każdy widelczyk jest oznaczony innym kolorem. Każdy wie, który jest jego:-)

Każdy szpikulec jest oznaczony innym kolorem:

Minusy:

– jak dla mnie zbyt krótki kabel. Musiałam sobie pomagać przedłużaczem do akwarium, żeby wygodnie postawić zestaw na stole. Jeśli postawicie fondue na szafce obok kontaktu będzie OK  bez przedłużacza.

– słabo zaznaczone „włączenie”/”wyłączenie zasilania”.  W wieczornym świetle trzeba się dopatrywać, czy aby na pewno wyłączyliśmy urządzenie (brak lampki sygnalizacyjnej). Myślę, że można np. korektorem białym zaznaczyć strzałkę i będzie dobrze.

– nie przypadł mi do gustu błyszczący kolor, bardzo widać na nim ślady palców. Gdybyście wybierali fondue, rozważcie takie z matowym wykończeniem.

Podsumowując: oprócz drobnych niedogodności zestaw spełnia swoją funkcję bardzo dobrze – można nie tylko podawać ale też przygotowywać w nim fondue (co nie zawsze jest takie oczywiste), jest solidny i lekki.

No dobrze, do czego może służyć fondue?

Zapewne słyszeliście o podstawowych wersjach: fondue serowym i czekoladowym. Można również przygotować wersję mięsną, gulaszową a także fondue na wzór chiński. Moim zdaniem fajnie sprawdzi się również do tego, aby przygotować zupę lub gulasz i po prostu podgrzewać go na wolnym ogniu na stole.

Jakie dodatki do fondue?

Jakie Wam wyobraźnia podpowie. Oto część mojego zestawu:

Tak jak widzicie: owoce (gruszki, jabłka, winogrona), różnorodne pieczywo, warzywa (u mnie koper włoski i papryka).

Umówmy się co do jednego. Fondue nie jest dietetyczne. To co jest przyjemne, rzadko kiedy jest zdrowe. Fondue nie smakuje też w samotności. Dlatego przygotowując je nie ma co mieć wyrzutów sumienia, tylko zaprosić kogo się chce i szaleć!

Jak przygotować fondue serowe?

Teoretycznie (tj. z punktu widzenia chemii), fondue powinno być przygotowywane z winem, ponieważ taniny w nim zawarte wspomagają proces topienia się sera. Tradycyjnie przyrządza się go z białym winem. Widziałam jednak przepisy na fondue z dodatkiem wina czerwonego, czy też piwa. Ja postawiłam na wersję: ser – czerwone wino – czosnek – chilli.

Jak przygotowuje się fondue w Szwajcarii. Jak smakuje takie fondue?

Nie wiem, ponieważ nie byłam w Szwajcarii. Na szczęście blog daje możliwość otrzymania wskazówek od ludzi, którzy mają wiedzę szerszą od mojej. Pozwolę sobie zacytować fragmenty komentarzy dziewczyn, które szwajcarskie fondue jadły i przygotowywały (pełna wersja: w sekcji komentarzy).

Miałam okazję jeść fondue w Szwajcarii i podpatrywać znajomego, Szwajcara, jak je przygotowuje. Rewelacyjne w smaku danie, ale niestety ciężkostrawne – najlepiej nadaje się do zjedzenia w mroźny, zimowy dzień. Serowi Cheddar daleko niestety w smaku do serów używanych do przyrządzenia fondue w Szwajcarii – mój znajomy przyrządził je z popularnej mieszanki serów do fondue nazywanej „moitié-moitié”, czyli Gruyère wymieszanego pół na pół z Vacherin fribourgeois. Gruyère można w Polsce kupić, o ten drugi byłoby trudniej, o ile w ogóle jest dostępny. Moi szwajcarscy znajomi przyrządzają fondue zawsze z białym winem i szalotkami. I jeszcze ciekawostka: znajomy pokazał mi pewien trik: kawałki chleba najpierw moczyliśmy w Kirschu (wódce) a dopiero potem w serze – tak jedzone fondue smakowało b. ciekawie

  • Na chwilę wpadła też jedna z moich ulubionych blogerek, Bea (dzięki!)

Tradycyjne serowe fondue to (…) przede wszystkim dodatek bialego wina; wersje na piwie, rozowym winie, szampanie itp. to tylko bardziej nowoczesne warianty. Srednio na 800g sera dodaje sie ok. 300 ml bialego wina, odrobine kirschu i zamiast maki najczesciej jest maizena. NIGDY nie rozpuszcza sie sera w goracej wodzie! Zreszta do fondue sie wody nie dodaje, plynem jest tylko wino.(…) Niezbedny jest tez dodatek zabka czosnku, ktorym tradycyjnie naciera sie ‘caquelon’ – do tych serowych uzywamy tu tych tradycyjnych naczyn (…)
A fondue ‘moitié-moitié’ jest oczywiscie the best! :D

 

Fondue. Ogranicza Cię wyobraźnia:

Fondue przepis:

Uwagi techniczne:

– fondue można wykonać z każdego dobrze topiącego się sera. Ja użyłam sera Cheddar

– najważniejsze jest odpowiednie rozpuszczenie sera, proporcje można potraktować orientacyjnie. Ser rozpuszczamy w gorącej wodzie z dodatkiem wina.  Kiedy woda zacznie wrzeć, pozwalamy jej przez chwilę przestygnąć. Dodajemy małe porcje i za każdym razem dokładnie mieszamy. Jeśli konsystencja nie jest idealnie gładka: w porządku (to zależy min. od rodzaju sera). Ważne jednak, żeby składniki dobrze się połączyły.

– Ogólna zasada: wysoka temperatura (ale nie wrząca, dla sera Cheddar około 65 stopni będzie O.K)- małe porcje sera – częste mieszanie.

– Dlaczego rozpuszczam ser w wodzie z dodatkiem wina? Przygotowanie cheddaru w ten sposób podpatrzyłam u Jamiego Olivera.  Zapewnia to stosunkowo gładką konsystencję oraz, co ważniejsze, sprawia że cheddar się nie rozwarstwi. Oczywiście możecie spróbować bardziej tradycyjnych sposobów!

– Gotowe fondue podajemy lekko podgrzane, aby nie stężało (w moim fondue użyłam ustawienia podrzgrzewania: 1).

– Co zrobić jeśli trochę sera zostanie na dnie? Zjeść! Jest nawet takie powiedzenie „Zostaw miejsce dla mnicha” (czyli chrupiącej warstewki sera).

 

Składniki:

(dla dwóch  osób, można spokojnie podwoić)

  • 100g sera Cheddar
  • łyżka mąki
  • pół szklanki gorącej wody
  • łyżka lub dwie czerwonego wina (może przyciemnić fondue)

 

Przyprawy: sól, pieprz, chilli i sprasowany czosnek.

do podania: różne rodzaje pieczywa, owoce, warzywa [patrz: wyżej]

 

Wykonanie:

Podgrzewamy wodę z winem.  Ser kroimy na cieniutkie plasterki lub ucieramy na tarce. Posypujemy mąką, mieszamy [patrz:uwagi techniczne].

Podajemy lekko podgrzane z ulubionymi dodatkami i lampką wina.

Smacznego!

Kiedy woda zacznie wrzeć, wrzucamy po trochę sera.  Ciągle mieszamy, aby uzyskać gładką masę.

Doprawiamy do smaku przyprawami.

 

 

Smacznego!

 

A Wy? W jakim otoczeniu najchętniej jedlibyście fondue?

Raz na jakiś czas w restauracji, w kameralnej atmosferze czy raczej ze znajomymi?

Co w ogóle sądzicie o takim sprzęcie? Fajny, zbędny?

 

  • arcoiris

    Pyszności. Spróbowałabym takiego rarytasu.

  • Niezwykłe zdjęcia…

  • Atrio, z uwagą czytam Twoje posty, zwłaszcza te zawierające coś więcej niż sam przepis. Podobnie jak Ty umieszczam na moim blogu często kilka słów zarysu historycznego potrawy. Te poszukiwania informacji rozwijają mnie, bo tak ja Ty dzięki temu dowiaduję się ciekawostek i mam chęć iść dalej, wyszukiwać kolejnych potraw…. Czasem obawiam się o rzetelność informacji znalezionych w internecie, staram się dlatego korzystać np. z wikipedii ufając, że jest dobrym źródłem. Zresztą nie zawsze da się znaleźć jeden właściwy przepis, często z różnych wiarygodnych źródeł różnią się między sobą jakimś składnikiem lub sposobem przygotowania. Ale to nie może dziwić, bo choćby ile domów, tyle sposobów przyrządzania zupy pomidorowej :) Ale ad rem, fondue znam od 20 kilku lat. Jadłam je w Szwajcarii wielokrotnie i w różnych odstępach czasu. Nawiasem mówiąc zakochałam się w nim i przywiozłam ze Szwajcarii piękne emaliowane, tradycyjne naczynie do fondue na gaz, co jak dla mnie dodaje temu daniu uroku. Z tego co widziałam, do fondue stosuje się mieszankę serów i białe wino, a do tego bagietki nabijane na widelce i solidnie maczane w rozpuście serowej. Nic więcej, żadnych warzyw… Warzywa już prędzej ujdą przy raklette (też uwielbiam i też zaraziłam się nim w Szwajcarii).
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze ciekawe wpisy, a z Twojego dowiedziałam się o pochodzeniu potrawy. Na koniec dodam tylko, że zgadzam się z Hanią Kasią, że warto wyraźnie opisywać czy robi się daną potrawę wg. znalezionego oryginalnego przepisu (lub wybranego wariantu oryginalnego przepisu), czy stosuje się zmiany. Dzięki temu osoba czytające i zainteresowana daną potrawą, jej pochodzeniem, oryginalnym smakiem, zyska wiedzę i będzie mogla sama dokonać wyboru, w jakiej wersji sobie zaserwować. Zacytowałaś Beę w swoim poście i dzięki temu osoba, która nie była w Szwajcarii, dowiedziała się jak tam zwyczajowo się to robi.

    • Cześć,

      Dziękuję za komentarz, Kingo. Widzę, że mamy podobne podejście do pisania postów i cieszę się, że mam okazję spotkać kogoś, to ma podobny punkt widzenia.
      Pamiętam, jak pojechałam na „Blog Forum Gdańsk” dziewczyny powiedziałmy mi: „najbardziej lubię posty w których nie gotujesz”:-) Co prawda najlepiej czuję się w samym temacie antropologii, ponieważ jest to dość mocno związane z moimi studiami. Gorzej właśnie w „potrawach świata” czy „chemii żywności”, ale też staram się jak najbardziej rzetelnie napisać co i jak.

      Co do samych przepisów to założyłam, że skoro piszę, że coś nie jest oryginalne to nie jest, bo tak nie piszę (albo piszę np.”ser a la koryciński”) ale rzeczywiście, w przypadku znanych potraw można jakoś to zaznaczać, chociaz bez popadania w szczegóły („dziś moja wersja ravioli – nie włoski oryginał;)). Raclette będę sobie wcinać w czwartek!:)

      Pozdrawiam Cię serdecznie,

      ps. co do źródeł. korzystam z wielu książek naukowych (encyklopedie żywności etc.) więc jestem w komfortowej sytuacji, że mam do nich dostęp:-) Oczywiście Wiki też nie pogardzę.

  • Do fondue sprawdzaja sie garnki zeliwne. Zaleta takiego garnka jest to, ze mozna go ustawic na kuchence na gazie lub na plycie, zeby przygotowac fondue, a potem na palniku juz tylko po to, zeby podtrzymywac temperature. A czerwone wino do fondue to chyba jakas herezja ;)) no i probuje sobie wyobrazic kolor takiego fondue… merci, pas pour moi…
    A wracajac do kasztanow i sera, zeby polaczyc oba tematy, i Szwajcarii skoro i o niej byla mowa, znacie brisolée ?

    • Jak heretycko dodałam dwie łyżki to dało radę z kolorem bo cheddar jest złociutki!:)

      Ja nie znam brisolée !

    • Bea

      Belgio, oczywiscie ze znamy! :D
      I kochamy :)

  • Zawsze chciałam spróbować founde, kocham wszystko co serowe, ale jakoś nigdy nie miałam okazji. Raclette uwielbiam, mieliśmy w domu, teraz ma mój teść i dodatkowo u mnie bez problemu można dostać ser do raclette. Teść dostał swój zestaw od znajomego ze Szwajcarii, mój ulubiony element tego zestawu, to specjalne filcowe pudło na ziemniaczki, trójkątne nadrukowane jak ser:)

    • Fajnie!:)
      Ja mam straszną ochotę na raclette ugrillować ser halloumi, którego nigdy nie próbowałam:) Myślałam też o takich małych zapiekaneczkach np. z gruszką, orzechami i serem pleśniowym.. Zobaczymy:)

      Pudło na ziemniaczki w kształcie sera.. trudno mi sobie wyobrazić;)

  • a ja bym z chęcią spróbowała founde, choć podejrzewam że jego fanką bym nie zostałam, lubię ser żółty, zwłaszcza ten dobrej jakości, ale chyba w fondue jest go trochę za dużo ;)
    choć nie mogę powiedzieć, że by mi nie posmakowało na 100%, muszę spróbować :)
    zatem czekam na zaproszenie ;P

    • Atria

      Przykro mi, już nie ma;) Ale kiedyś, kto wie?

  • Atrio, odniosę się jeszcze do ciekawej kwestii, którą poruszyłaś w odpowiedzi z godz. 23:41. Niestety bezpośrednio pod nią nie wyświetla mi się „odpowiedz”, więc odniosę się tu.

    Jasne, że ani Ty, a ani żadna z nas, blogerek, nie była w każdym miejscu na świecie i nie widziała na własne oczy, a nie posmakowała, jak się gotuje w poszczególnych krajach. Ja np. bardzo lubię kuchnię azjatycką i często gotuję azjatyckie potrawy, ale nigdy nie byłam w Azji i z tego powodu bałabym się na swoim blogu zamieszczać wpisy typu „food studies” na temat kuchni azjatyckiej czy jakiejkolwiek innej, bo wiedza oparta o książki nawet największych autorytetów i informacje ze stron internetowych nie jest wiedzą pełną. Pełniejszy obraz dałby dłuższy pobyt w danym kraju i dłuższe obcowanie z daną kuchnią, dlatego bezpieczniej jest przedstawić na blogu jedynie swój pomysł na daną potrawę. Podawanie ogólnych informacji w formie studium na temat potrawy czy kuchni jest ryzykowne, bo zawsze może przyjść ktoś, kto wie lepiej, bo był w danym kraju lub w nim mieszka. Z tego powodu ograniczam się jedynie do zamieszczania przepisów.

    Pozdrawiam!

    • Atria

      Cześć,

      Dzięki za post!
      Ja uważam jednak trochę inaczej, bo tylko ten nie popełnia pomyłek, kto nic nie robi:-)

      Dlatego też np. jak robię potrawy to raczej nie piszę, że jest to „wersja autentyczna”, bo skąd mam niby to wiedzieć (zresztą to że gdzieś jesteśmy, próbowaliśmy wcale nie oznacza, że znamy dobrą wersję). Ale z chęcią piszę o rzeczach „okołokulinarnych”.

      Właśnie mi się wydaje, że fajnie, że może przyjść ktoś kto był, mieszkał i wie lepiej! Dlaczego? Bo gdybym nic nie napisała [tylko przepis i zdjęcie] to nie miałabym szans dowiedzieć się, że się mylę. Tak np. jak myślałam z kasztanami (że surowe są niejadalne). Dziewczyny przyszły, powiedziały dowiedziałam się (mam nadzieję, nie tylko ja) czegoś nowego!

      Jasne, że lepiej byłoby jakby wszystko co piszę było stuprocentowo dobre (jup! kto by tak nie chciał, no nie?:)), ale wtedy nie miałabym szans na poszerzenie wiedzy. To, że piszę posty troszkę „Food studies” popycha mnie dalej: bo lepsza jest wiedza niepełna niż żadna. Jakbym nie miała chęci napisać postu o kasztanach to sama na własną rękę nie sprawdziłabym w kilku źródłach historii kasztanów etc. bo najzwyczajniej jestem leniwa i by mi się nie chciało. A tak, sama popycham się do przodu:)

      Miłej niedzieli!

      • Atrio, przemawia do mnie Twoja argumentacja – każdy ma swój sposób na poszerzanie wiedzy kulinarnej, dzielenia się nią z innymi i ma prawo robić to, jak chce. Szanuję Twoje pomysły w tym względzie.

        Można też „popychać się do przodu” – czytaj: pogłębiać wiedzę kulinarną poza forum publicznym. Różne są w tym względzie szkoły prowadzenia blogów kulinarnych – są osoby, które piszą na swoich blogach o wszystkim, czego się dowiedziały, co przeżyły, a są też takie, które tę wiedzę pogłębiają w domowym zaciszu, chłonąc ją ze wszystkich możliwych źródeł, ale nie opisując wszystkiego na blogu. Nie oceniam, który sposób jest lepszy – ja mam swój i każda blogerka ma prawo do własnego. A tak przy okazji, z zainteresowaniem śledzę blogi dziewczyn mieszkających za granicą czy podróżujących po świecie i zamieszczane przez nie przepisy i informacje na temat lokalnych kuchni.

        • Atria

          No, nie tylko blogerka ale nawet każda osoba interesująca się czymkolwiek ma takie prawo:) Ja lubię np. czytać bardziej posty informacyjnie niż emocjonalne, czasem np. napotkam jakąś książkę czy inspirację na którą sama nie wpadłabym. Ale też każdy ma swój styl pisania i też swoje ulubione style odbioru (jedni lubią romanse, inni reportaże a jeszcze inni fantasy) i to jest OK. Inaczej byłoby nudno!

          Podeślesz parę linków do fajnych blogów, które odwiedzasz? Ja bardzo lubię np. WhiteOnAricecouple, są niesamowici – mają nawet drzewko z granatami w swoim ogrodzie:)

        • Atrio, pewnie te blogi, które chętnie odwiedzam, Ty również już znasz, choć akurat WhiteOnAricecouple nie znałam, więc dziękuję za podpowiedź – chętnie zajrzę.

          Sporo stron, które mi się spodobały, mam pogrupowanych tematycznie w zakładce „linki” na moim blogu – może któraś z nich będzie dla Ciebie nowa i Cię zainteresuje:
          http://hania-kasia.blogspot.com/p/linki.html

          • Dziękuję!

            ps. jedziesz na warsztaty Makro?

        • Atrio, tak, wybieram się na warsztaty w Makro. „Jedziesz” to w moim przypadku za duże słowo, bo mieszkam dość blisko od miejsca warsztatów.

          • Ja zrezygnowałam z wyjazdu. W czwartek jadę do Stolicy a potem idę na konferencję i po prostu trzy dni pod rząd wstawać przed piątą mi się nie uśmiecha:)

  • Kochana to ja się wpraszam do Ciebie na fondue:)

    • Atria

      Już nie ma, przykro mi!

  • Bea

    Atrio, fondue sie lubi rozwarstiwac wtedy, gdy jest przygotowane w nieodpowiedniej temperaturze, moze to wiec dlatego?
    A co do topienia sera w wodzie, to czy masz moze linka do tego przepisu Jamiego? Ciekawa jestem, co on wtedy na ten temat pisal (a juz zaczynalam go lubic! ;)).

    PS. Nie wiem dlaczego, ale nie dostaje powiadomien o odpowiedziach :/

    • Atria

      Nie wiem, coś mi się popsuło z pluginem, teraz powinno dochodzić [chyba?].

      Coś źle robiłam – najpierw dałam wino razem z serem i podgrzewałam powoli: nie wyszło (pomyślałam, przecież nie jestem głupia, to musi być banalne;)). Potem najpierw podgrzałam wino i dodałam cheddar, nie wyszło (ale wino było bardzo gorące). Na końcu dałam wodę plus wino i po trochu ser, wyszło i zjedliśmy:)

      Teraz mam zagwostkę i zajdę po drodze kiedyś do Almy – może jest tam ta mieszanka sera o której piszecie i z ciekawości sobie zrobię „tak jak trzeba”:)

      Teraz widzę, że mieszanka, ktorą przygotowalam moglaby być bardziej „stringy”? (wiesz, bardziej ciągnąca się). Doczytałam, że dla Cheddara 65 stopni to optymalna temp. topnienia.

      Niestety nie mam linku do tego przepisu bo po prostu usiadłam przy laptopie i przejrzałam z dwadzieścia róznych;) Ale sprawdziłam w „Jamies Great Britain” i tam Jamie robi fondue nad kąpielą wodną..
      Pozdrawiam!

  • Bea

    Hmmm… Naprawde uwazasz, ze tradycyjny przepis na serowe fondue to dodatek czerwonego wina i wody??? Jakos trudno mi w to uwierzyc ;) Tradycyjne serowe fondue to – jak pisze wyzej Hania-Kasia przede wszystkim dodatek bialego wina; wersje na piwie, rozowym winie, szampanie itp. to tylko bardziej nowoczesne warianty. Srednio na 800g sera dodaje sie ok. 300 ml bialego wina, odrobine kirschu i zamiast maki najczesciej jest maizena. NIGDY nie rozpuszcza sie sera w goracej wodzie! Zreszta do fondue sie wody nie dodaje, plynem jest tylko wino. A wysoka temperatura o ktorej wspominasz jest absolutnym wrogiem tradycyjnego fondue ;) Niezbedny jest tez dodatek zabka czosnku, ktorym tradycyjnie naciera sie ‚caquelon’ – do tych serowych uzywamy tu tych tradycyjnych naczyn : http://www.amazon.fr/Baumalu-385052-Service-Savoyarde-%C3%89maill%C3%A9e/dp/B000VQTZXQ/ref=pd_cp_k_1
    A fondue ‚moitié-moitié’ jest oczywiscie the best! :D

    Pozdrawiam!

    • Bea,

      Dziękuję za komentarz, zamieszczę go w głównej częsci postu, bo szkoda, żeby zanikł.

      Jestem świadoma tego, że to nie jest oryginalny przepis na fondue i nawet nie próbowałam brać się za oryginał:) Próbowałam zrobić fondue z Cheddarem na bazie samego wina i zmarnowałam 3 (!) kostki dobrego cheddara tym sposobem: cheddar się rozwarstwił i zrobił gumowaty. Eksperymentowałam dalej, bo przecież nie dam na bloga trefnego przepisu;) Musiałam podejrzeć dopiero jaką techniką robi to Jamie Oliver i robi taką jak podałam i wychodzi fajnie (tyle, że z dużą ilością piwa;)).

      Pewnie chodzi Ci o to zdanie: „Teoretycznie, fondue powinno być przygotowywane z czerwonym winem, ponieważ taniny w nim zawarte wspomagają proces topienia się sera.”. Teoretycznie, tzn. z punktu widzenia chemii tak byłoby najlepiej. Co twierdzi mój autorytet w sprawach jedzenia, Harold McGhee:)

      Dodam Twoje i Hani Kasiu uwagi w głównej części posta, żeby każdy mógł skorzystać!

      Pozdrawiam!

      • Atrio, żałuję, że w Twoim poście nie ma zdjęcia fondue po ugotowaniu – ciekawa jestem, jak wyglądało i jaką miało konsystencję.

        Pozwalam sobie wkleić link do mojego albumu ze zdjęciami z przyrządzania fondue przez znajomego Szwajcara. Znajdziesz w nim zdjęcie składników, kilka etapów przygotowania i zdjęcie gotowego fondue.

        https://picasaweb.google.com/haniakasia/12_Aug_2010EinsiedelnRapperswil#5512650661678912402

        • Nie ma zdjęcia bo właśnie ciężko było tę konsystencję uchwycić. W garnku nic nie było widać (w sensie konsystencji) i mogłam ewentualnie zrobić jak się trzyma na jakimś owocu.

          Moje wyglądało bardzo podobnie (mówię o tym, które się udało;)) tylko tłuszcz mi się nie odseparował tak z wierzchu.

          Te pierwsze (z winem) wyglądały tak, ze były kluchy cheddaru i tłuszcz osobno. To które zrobilam, było ok, dobrze przylegało do kawałków.

        • Podlinkowałam Twój album:)
          Generalnie to też jest tak, że nie jestem w stanie ująć wszystkich aspektów. Ten post ma już ponad 1500 znaków, jest monsturalny!:) Ale staram się go na bieżąco uaktualniać, zgodnie z Waszymi uwagami:)

          Teraz ogólnie się zastanawiam czy nie poczytać sobie o samym procesie topienia się sera i nie napisać na ten temat drugiego postu. (ten już chyba nie zdzierży więcej informacji;))

          Pozdrawiam~!

      • Bea

        Atrio, nie pisalam komentarzy po to, bys zmieniala swoj wpis! Wszak to Twoj blog i piszesz na nim co chcesz ;) Patrzac na tytul posta – ‚Fondue’ – zdziwilam sie czytajac pozniej o goracej wodzie, wysokiej temperaturze i czerwonym winie, mialam bowiem wrazenie, iz piszesz ogolnie o fondue, a nie tylko wylacznie o Twoim dzisiejszym. Nie chodzilo mi o to, bys dopisywala ten ostatni paragraf o szwajcarskim fondue, skoro taki nie byl zamysl Twojego posta. Teraz po edycji wydzwiek wpisu jest wiec inny…

        Pozdrawiam i zycze milej niedzieli!

        • Atria

          Jej, Bea, mam nadzieję, żę się nie obraziłaś, za to że Cię podcytowałam!

          Dałam Twój komentarz dlatego, że był dla mnie ciekawy bo napisałaś coś czego nie wiedziałam i pewnie nie miałabym szansy się dowiedzieć gdybym nie miała bloga. Pomyślałam, że dla innych osób to też może być ciekawe, więc Cię podcytowałam:) Wiem, że to mój blog (czasem aż za dobrze wiem;)) ale chcę żeby był możliwie jak najlepszy i dlatego staram się w miarę możliwości uaktualniać posty [zobacz np. na post o Kasztanach, gdzie pisałam, ze na surowo się nie je,a dziewczyny mi odpisały, że się je]. Kto by to doczytał potem w komentarzach? Szkoda, żeby się zmarnowało:)

        • Bea

          Mam chyba trudnosci z wyrazaniem moich mysli po polsku :D
          Postaram sie wiec wyjasnic to inaczej ;)
          – absolutnie nie mam za zle, ze zacytowalas moj komentarz! Wrecz przeciwnie – jest mi bardzo milo :) Nie chodzilo mi o cytowanie mnie, tylko o sama zmiane Twojego tekstu (poza cytatami). Moj komentarz nie mial na celu zmiany Twojego posta.
          A skoro juz go edytowalas ;) to moze zamiast pisac o przygotowaniu fondue w Szwajcarii ‚bezpieczniej’ bedzie pisac o serowym fondue ogolnie (we Francji jest to tzw. ‚fondue savoyarde’, przygotowywane dokladnie tak samo, tylko mieszanka serow jest inna, zreszta tych podstawowych wariantow fondue jest chyba ok. 8 + wszystkie dodatkowe ‚wariacje na temat’ ;)).

          U mnie fondue jest zawsze tylko i wylacznie z chlebem, nikt w rodzinie niestety innego nie zje ;) Warzywne i wszelkie inne dodatki serwujemy tylko do raclette.
          A co do rozwarstwiania sie sera podczas topienia, to oprocz temperatury czasami spowodowane jest to rowniez samym serem wlasnie. Mozna wiec wtedy sprobowac dodac jeszcze odrobine maizeny rozbeltanej w winie i dalej stale mieszajac podgrzewac preparacje. Czasami pomaga, czasami nie ;)

          A co do ‚wariacji na temat’ wlasnie, to Anglicy czesto przygotowuja serowe fondue z cheddarem, np. Matt Tebbutt kiedys pokazywal swoje, niestety z musztarda ;)) http://www.youtube.com/watch?v=Di2XlKqZxYY

          To chyba tyle, nie bede Cie juz wiecej zanudzac… ;)

          Milej niedzieli!

          • Dobrze jest!
            Zapraszam do komentowania jak najczęściej:)

            ps. ta mazeina to skrobia kukurydziana, jak mi wikipedia podpowiada, prawda?:)

        • Bea

          Tak, maizena to skrobia kukurydziana.

          • Ciocia Wiki dobrze mówi:)

  • Miałam okazję jeść fondue w Szwajcarii i podpatrywać znajomego, Szwajcara, jak je przygotowuje. Rewelacyjne w smaku danie, ale niestety ciężkostrawne – najlepiej nadaje się do zjedzenia w mroźny, zimowy dzień. Serowi Cheddar daleko niestety w smaku do serów używanych do przyrządzenia fondue w Szwajcarii – mój znajomy przyrządził je z popularnej mieszanki serów do fondue nazywanej „moitié-moitié”, czyli Gruyère wymieszanego pół na pół z Vacherin fribourgeois. Gruyère można w Polsce kupić, o ten drugi byłoby trudniej, o ile w ogóle jest dostępny. Moi szwajcarscy znajomi przyrządzają fondue zawsze z białym winem i szalotkami. I jeszcze ciekawostka: znajomy pokazał mi pewien trik: kawałki chleba najpierw moczyliśmy w Kirschu (wódce) a dopiero potem w serze – tak jedzone fondue smakowało b. ciekawie.

    • Cześć!

      Po pierwsze, dzięki za komentarz.
      Po drugie, Twój komentarz pozwolę sobie zamieścić w głównej części wpisu, bo uważam, że jest wartościowy i szkoda, żeby gdzieś zaginął.:-)
      Po trzecie: wybrałam cheddar, bo bardzo go lubię. Przepis nie jest w żadnej mierze tradycyjny, ale się udaje mi mi to pasuje:)
      Może kiedyś będę miała możliwość spróbować sama:)

      Gruyere na pewno jest w Almie, bo zastanawiałam się nad jego zakupem.

      • Atrio, moim zdaniem Cheddar nie jest odpowiedni do przygotowania fondue ze względu na jego smak – jest zbyt łagodny. Ja też bardzo lubię ten ser, ale do innych potraw, np. do zapiekanek. Do fondue potrzebny jest ser o bardziej wyrazistym smaku. Fakt, że przy pierwszym podejściu Cheddar Ci się rozwarstwił wskazuje, że najprawdopodobniej nie jest też odpowiedni do tego dania ze względu na konsystencję. Można oczywiście pozwolić sobie na własne odstępstwa czy eksperymenty, ale przygotowując to danie, warto wiedzieć, jak robią je tam, skąd się ono wywodzi i warto o tym wspomnieć. Rodowici Szwajcarzy są dla mnie w kwestii przyrządzania fondue jednak bardziej wiarygodnymi autorytetami niż Jamie Olivier czy Harold McGee. W każdym razie fajnie, że eksperymentujesz i że Ci efekty tych eksperymentów smakują, bo to najważniejsze. Pozdrawiam!

        • Hania, ja nie mam dostępu do rodowitych Szwajcarów (ani do oryginalnych składników) i staram się, żeby to, co piszę było jak najbardziej adekwatne – najlepsze jak potrafię w danej chwili:) Dlatego staram się zasięgnąć jak najbardziej wiarygodne informacje do jakich mam dostęp (a nie tylko „kopiuj-wklej” z innych stron internetowych, albo napisać „było pyszne och i ach”). Sama przecież nie mam nieograniczonej wiedzy, bo skąd mam wiedzieć wiele rzeczy? Dlatego też opieram się na takich autorytetach jakie mam:)

          Fondue traktuję jako bardzo,bardzo luźną formę. Może być szwajcarskie ale równie dobrze można wykorzystywać Cheddar – ma dużo tłuszczu ale też O.K topliwość. Nie będzie to oczywiście fondue szwajcarskie (ja ogólnie boję się przygotowywać „oryginalne potrawy” bo wiem, że i tak to zrobię źle – przecież nie podróżowałam po całym świecie, nie widziałam;)), ale technicznie spokojnie nadaje się do takich zabaw (i fajnie smakuje;))

          Swoją drogą to jest ciekawe pytanie kiedyś na jakiś tam post. Właśnie pytanie o autentyczność. Czy jeśli nie mam dostępu do oryginalnych składników, to znaczy, że nie mogę wykonać danej potrawy? (są osoby, które twierdzą, że albo oryginalne albo żadne!). Tak jak zauważyłaś, czasem chodzi o to, żeby coś zrobić na luzie i żeby po prostu smakowało..:)

  • marta

    O matko, nie znoszę serowego fondue (rosołowe i czekoladowe są OK, nie śmierdzą tak przeokrutnie)! Pod tym względem mam pecha, bo mieszkam w Szwajcarii :D.

    • To fakt, serowe fondue bardzo śmierdzi podczas przygotowywania, podobnie zresztą jak szwajcarskie sery. Gdy po przyjeździe do znajomego Szwajcara otworzyłam u niego lodówkę, myślałam, że coś mu się w niej zepsuło, a potem zorientowałam się, że to sery tak ładnie „pachną” :-)

      • marta

        Dlatego sery przekładam zawsze do osobnego plastikowego pojemniczka ze szczelnym wieczkiem :D.

        • Jeszcze lepiej muszą pachnieć po tym, jak się je z tej lodówki wyciągnie i rozwiną pełny bukiet w temperaturze pokojowej;)

    • Marta, a powiedz mi, bo w Szwajcarii nigdy nie byłam. Jak często tam się przuygotowuje fondue? To jest popularna potrawa czy tak jak u nas, raczej od święta?

      • Bea

        Atrio, ja nie Marta wprawdzie ;) ale co do czestotliwosci przygotowania i jedzenia fondue, to w sumie zalezy to chyba od wielu czynnikow, rowniez od apetytu i stanu posiadanej watroby ;) Bedac w gorach np., po calym dniu jezdzenia na nartach, czesto je sie wlasnie fondue czy raclette, jesli wiec ktos jezdzi co weekend, to czesto i co weekend fondue / raclette spozywa ;) A w domowych warunkach, to zalezy to od rodziny, ale w sumie jesienia czy zima dosc regularnie przygotowuje sie fondue / raclette podczas spotkan z rodzina czy znajomymi. Choc nie w kazdym przedziale wiekowym ;) U nas ‚norma’ jest minimum raz w miesiacu – najczesciej raclette, nieco rzadziej fondue (nie lubie mycia ‚garnuszka’ ;)).

        • No właśnie fondue wydaje się uzasadnione właśnie po wysiłku fizycznym, wtedy się przydaje!:)
          Raclette jeszce przede mną! Narobiłam sobie różnych powidełek i zamierzam wcinać razem z serkami:)

  • Bardzo interesujący wpis :) Ja mam bardzo stare naczynie do fondue (dostali je moi rodzice w prezencie ślubnym wieeele lat temu), do którego trzeba stosować paliwo. To przysparza trochę większej ilości problemów :) Chętnie zaopatrzyłabym się w takie elektryczne urządzenie do fondue. Choć w sumie ma swoje zalety, bo można je wszędzie postawić :)

    • No z paliwem może być pewien problem.. Ale z drugiej strony, na ognisko, w sam raz!

      • Problemu z dostępem do paliwa nie ma, ponieważ jest w stałej sprzedaży np. w Duce. Gorzej z kwestią bezpieczeństwa, trzeba bardzo uważać przy przygotowywaniu fondue :)

        • Nigdy nie miałam nawet palnika gazowego więc mogę sobie tylko wyobrazić:)
          Właśnie widziałam dużo zestawów do fondue w Duce, żeliwnych i też na paliwo etc. – ale nie wszystkie były ładnie wykonane.
          Chyba przed świętami jest wysyp:)

        • Bea

          Ale teraz zamiast ‚paliwa’ mozna kupic taki specjalny wklad z peliwem w zelu; bardzo to praktyczne (choc nie wiem, czy mozna dostac w PL..).

  • Uwielbiam fondue i raclette .. też muszę niedługo wyciągnąć je z szafy i zrobić :) mniam !

    • To nieźle jesteś zaopatrzona muszę powiedzieć! Ile razy do roku wyciągasz z szafy?;)