Eliksir Nocy Letniej – ułatwiający zasypianie.

Dzień dobry,

Lato w pełni, czy na pewno polskie?:-)

Zapraszam Cię dziś z wielką przyjemnością, po długiej przerwie, na szklaneczkę naparu ułatwiającego zasypianie. Jako, że ostatnio miałam z tym dość poważne problemy (praca + emocje + remont = problemy ze snem), bardzo dużo eksperymentowałam zarówno w kwestii higieny snu jak i aromaterapii stresu, ale o tym innym razem.

Zaczniemy od czegoś prostego i skutecznego, co spokojnie możesz przygotować samodzielnie w domu dla siebie oraz najbliższych, zapraszam!

ps. mam nadzieję, że pomimo pogody, wkręcisz się czytając ten post w letni nastrój:-)

Co ciekawego u mnie?

Wiele rzeczy, zostańmy przy tych dobrych:-).

Po długiej przerwie z wielką przyjemnością ogłaszam, że remont jest prawie zakończony, przynajmniej w pierwszej, kluczowej fazie. Nie znaczy to, że cykl remontowy już nie pojawi się na blogu (wkrótce będziemy robić sypialnię i inne takie, nadal  nie wszędzie mam światło i czekam na ciepła wodę;)), natomiast oznacza przede wszystkim, że, fanfary, w końcu mam przestrzeń do pracy twórczej, biuro, miejsce dla książek oraz przestrzeń do pracy w sklepie. 

Tutaj jestem niezmiernie wdzięczna Rodzicom, zwłaszcza Mamie, która bardzo mi pomagała przy remoncie, więc niech idzie oficjalnie: Dziękuję.

Dziś wpadła do mnie Klientka odebrać zamówienie i stwierdziła: „U Ciebie w domu to rzeczywiście tak wygląda jak na Facebooku pokazujesz, nie udajesz?”.

No pewnie, że tak!

Nadal jest jeszcze troszkę do zrobienia, chcę przygotować też różności, które będą dostępne dla zbłąkanych dusz, które zajrzą do mnie do biura, w krótkich seriach, natomiast powolutku.

Dziś dopiero skręciłam komodę na dokumenty:-). Na razie testery są po prostu spod lady:-)

 

Wiem, że wielu fajnych rzeczy brakowało, natomiast dosłownie na dniach zacznę uzupełniać braki i przygotowywać nowości. Po prostu dopóki nie miałam przygotowanego miejsca do pakowania i wysyłki nie odważyłam się wprowadzać nowych produktów.

Co na przykład?

  • Nowe olejki: uzupełnimy wkrótce braki oraz pojawią się nowe olejki „przeciwkomarowe”. Będę też miała olejki kobiece, pomagające przy menopauzie, które zamierzam przygotować w formie gotowych mieszanek. Sprowadziłam także niezwykle ciekawe mięty, natomiast o tym, kiedy będą już u mnie:-). Czekam na nie z niecierpliwością!
  • Odpaliłam alembik i destyluję bioaktywne hydrolaty borowinowe.  Jak co roku pojawią się też krótkie serie: przedestylowałam w miedzianym alembiku  miętę z lawendą, rumianek oraz planuję także dziką marchew, super dla cery dojrzałej. Myślę, że hydrolaty będą dostępne pod koniec przyszłego tygodnia, muszę porobić zapasy:-).

Niestety, bardzo często pada i jest chłodno, więc muszę czekać na „okienka”, kiedy rośliny są najbardziej aromatyczne i pełne olejków eterycznych. Jak robić, to już żeby wszystko było fajnie, prawda?

 

  • Kończę negocjacje związane z dużym projektem, ale nie mogę jeszcze nic powiedzieć, oprócz tego, że będę mieć najlczystszą i najlepszą formę na świecie.. czegoś;).
  • Higiena snu jest ważna, przygotowuję sypialnię, wkrótce zobaczycie posty z serii „Makeover”:-)
  • Przygotowuję też całą serię produktów, które będą pomagać się relaksować i ułatwiać zasypianie, jak na mnie zadziałały w tej sytuacji to wiem, że są dobre:)
  • Odstraszacze kleszczy są już dostępne na bieżąco.
  • Eksperymentuję z bursztynem:-)
  • Robię sobie świece zapachowe, bo tak:-). Nie jest to łatwe z tego względu, że olejki eteryczne zachowują się w wosku bardzo specyficznie (dokładniej rzecz ujmując: zapach większości znika po zapaleniu świecy), ale jest to do zrobienia.
  • Czekam na ładną pogodę, żeby rozpocząć zbiór owsa w fazie mlecznej. Tego roku zbiory są opóźnione, pogoda również nie dopisuje, dlatego czekam na dwa słoneczne dni pod rząd. Nie wiem czy w tym roku będzie w sprzedaży świeży owies bezpośrednio na nalewkę wzmacniającą układ nerwowy,  , może się zdarzyć, że będziemy mieć tylko susz. Jeśli będzie wilgotno, niestety nie będę mogła zagwarantować, że ziele dotrze w dobrej formie. Zapewne przygotuję nalewkę dla siebie, ewentualnie na miejscu będzie troszkę do skosztowania i jeśli dobrze pójdzie, zrobimy sobie zapasy na warsztatach też.

  • Znam już termin kolejnych warsztatów: 22/23 lipca, jutro więcej informacji:)
  • Szykuję się już jesienią na wyjazdy na konferencje i kursy aromaterapeutyczne, więc nie wiem jak będzie z warsztatami, planuję jedne w sierpniu, może coś we wrześniu również, natomiast październik/listopad, trudno powiedzieć.
  • Rozważam możliwość zamówienia indywidualnych warsztatów mydlanych (lub w małej grupie tak naprawdę, dwie osoby), bo często mnie o to pytacie.  Mydła nie wymagają ode mnie tak wielu przygotować, jak standardowe warsztaty kosmetyczne, a skoro mam już „bazę”, to mogę zaprosić dwie osoby :-).

Wracając do tematu…

Najpierw przepis, potem kilka uwag:)

Napar Nocy Letniej

  • 500 ml mleka koziego lub owsianego lub migdałowego
  • 2 – 3 łyżki rumianku (świeżego lub suszonego)
  • 1 łyżka kwiatów lawendy
  • łyżka miodu lipowego
  • 1 kropla olejku lawendowego (opcjonalnie, polecane)

Gotujemy mleko, przestudzamy do temperatury około 80C. Zioła siekamy, zalewamy mlekiem i odstawiamy do naciągnięcia na około 20 minut.

Jeśli używamy miodu czekamy, aż temperatura spadnie do 40C, dodajemy łyżkę miodu i kroplę olejku, mieszamy, pijemy małymi łykami, około godzinę przed snem.

Pytania i odpowiedzi

Czy olejek lawendowy nadaje się do spożycia? Skąd wziąć olejek lawendowy, który mogę spożyć?

Pytanie, które otrzymuję bardzo często.

Sprawa jest dość skomplikowana (opowiemy sobie o tym dokładniej innym razem), ale postaram się ją uprościć.

Teoretycznie, lawenda (skrót myślowy, pisze o olejku lawendowym), która nie zawiera dużo kamfory, może być spożywana w małych ilościach.

W praktyce wygląda to tak, że w Europie lawenda nie jest dopuszczona do obrotu jako suplement diety, dlatego oficjalnie nikt nie może w EU na stężonym olejku napisać, że lawenda nadaje się do spożycia.

Co ciekawe, producent olejku w USA, który sprowadza lawendę z Europy (mamy najlepsze uprawy lawendy na świecie), może już podać taką informację: dlatego niektóre osoby, które sprowadzają olejki z USA mają na nich napisane dawkowanie (zazwyczaj 1  – 2 krople).

Żeby dodać zamieszania, sprzedawcy olejku lawendowego z USA, którzy wprowadzają je do obrotu na terenie Unii i zmieniają etykietki wedle naszych przepisów (bez sensu, wiem;)), muszą zmienić etykietki dla „not for internal use” czyli na „nie do spożycia wewnętrznego”.

Dlatego, szukając w Europie olejku lawendowego do zastosowania wewnętrznego nie ma takiej możliwości, żebyście trafili na etykietkę, która mówi: „Tak, możesz”. Wiem też, że wiele osób jest odsyłanych z kwitkiem z zielarnii i aptek.

Czy olejek lawendowy spożywać regularnie czy nie, to już inne pytanie (ja osobiście używam bardzo mało wewnętrznie olejków, jestem fanką dyfuzji i masażu), natomiast, jeśli chcecie na własną rękę wybrać olejek lawendowy, to upewnijcie się, że:

  • nie jest to olejek z lawandyny/lawendy wysokokamforowej
  • fajnie, żeby był ekologiczny

Bardzo dobry olejek lawendowy znajdziesz u mnie w sklepie,  ale jeśli masz dostęp do innego zaufanego źródła, to oczywiście też będzie działał:-)

Osobiście nie polecam więcej niż jedną kropelkę olejku lawendowego wewnętrznie (wiem, że niektórzy biorą nawet 5-6 kropli na szklankę) i to jeszcze w dużym rozcieńczeniu. Mało kto wie, że zbyt duża ilość lawendy działa przeciwnie do podstawowego zastosowania, to znaczy pobudzająco.

Olejek lawendowy w zbyt dużej ilości działa pobudzająco.

Nie jest to co prawda lekki haj jak po przedawkowaniu szałwii muszkatołowej, ale dość nieprzyjemne pobudzenie, więc naprawdę ostrożnie!

W tym wypadku dawkowanie jest bardzo rozsądne: 1 kropelka na 500 ml + rozpuszczenie w emulsji (mleku) + dodatkowo miód.

>>>> Tutaj przeczytasz więcej o olejku lawendowym w domowej apteczce i w leczeniu oparzeń

 

Czy muszę użyć mleka koziego?

Możesz wykorzystać dowolne mleko, jednak mleko kozie jest uznawane za bardziej odżywcze od krowiego (osobiście tak sobie toleruję mleko krowie, to już inna sprawa).

Mleko kozie ma kilka przewag nad krowim (oo, coś czuję temat na post:))

  • jest bardziej odżywcze, podawano je np. dzieciom z anemią
  • jest łatwiej trawione od mleka krowiego
  • niektóre osoby uczulone na mleko krowie, mogą spożywać mleko kozie
  • zawiera nieco więcej wapnia niż mleko krowie

Jeśli nie masz dostępu do mleka koziego albo nie chcesz go używać, użyłabym mleka owsianego w pierwszej kolejności (bardzo odżywcze dla systemu nerwowego) lub migdałowego.

Co to za dziwny rumianek, którego używasz?

Używam rumianku bezpromieniowego (Matricaria discoidea),  który ma zbliżone właściwości do „zwykłego” rumianku i jest dużo łatwiej dostępny. Od kilku lat prowadzę warsztaty zielarskie i z mojego doświadczenia 95% osób źle identyfikuje rumianek. Najczęściej mylony jest z maruną albo jakimś przymiotnem. Nie jest to pomyłka kosztująca życie czy zdrowie (to nadal ta sama rodzina, astrowatych), ale nie ma się co spodziewać takiego samego działania.

Jest kilka sposobów na rozpoznanie „prawdziwego” rumianku (Matricaria chamomilla),, ale jeden podstawowy to… zapach.

Kto raz powąchał rumianek, nawet bezpromieniowy, nie będzie mieć wątpliwości.

Tak wygląda rumianek pospolity. Wbrew pozorom wcale nie jest pospolity i 99% zdjęć rumianku w książkach i w prasie, nie przedstawia rumianku. Zdjęcie wykonałam podczas wycieczki do Tokaju, gdzie rumianek rośnie powszechnie przy drogach.

Zdjęcie, które widzisz na głównej stronie bloga powstało właśnie przy okazji fotografowania rumianku:-)

 

A tutaj rumianek bezpromieniowy. Zebrałam go dość sporo, ponieważ robię hydrolat:-). Wygląda troszkę jak taki „chory” rumianek, któremu nie wyrosły płatki. Tak ma być!

Jeśli nie umiecie samodzielnie rozpoznać rumianku, to dobrze jest zakupić go w sklepie zielarskim.

To tyle, mam nadzieję, że uwzględniłam większość pytań.

Bonusowo przedstawiam zajawkę kolejnych postów..

Oto moje zbiory, jak możesz się domyślać, kolejne posty czekają na swoją kolej:-)

 


Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!