Najlepsze olejki aromaterapeutyczne: co to jest dobra jakość?

aromaterapiavlog-3717

Dzień dobry,

Ostatnio na Facebooku pokazałam Wam mój najnowszy zakup olejkowy i posypało się mnóstwo pytań dotyczących olejków aromaterapeutycznych.

Jakie są najlepsze? Co znaczy że są jakości terapeutycznej? Jakie polecam? Czy sklep X ma dobre, czy jednak firma Y ma najlepsze?

Tak się składa, że jestem wielką fanką olejków eterycznych. Myślę, że przetestowałam ich już na setki (na przykład olejki pomarańczowe miałam z 6 firm), dodatkowo przy okazji pisania książki kupowałam absolutnie wszystkie (oprócz różanego, przyznaję, ale nie używałam go w recepturach. Niech mnie usprawiedliwi cena) o których pisałam. Nie ma olejku opisanego w mojej książce, którego nie miałam osobiście w rękach, czasem w kilku wersjach (od różnych producentów i dostawców). Dodatkowo używam olejków eterycznych do celów leczniczych  (swoich własnych i rodzinnych;)) od ponad dwóch lat. Zastanawiałam się nawet nad konfekcjonowaniem własnych olejków (dlaczego tego nie robię, wyjaśni się dalej w tekście), z tej okazji rozmawiałam z wieloma firmami zajmującymi się olejkami eterycznymi (głównie zagranicznymi) i wydaje mi się, że trochę mogę Wam o olejkach powiedzieć.

To jest temat niezwykle złożony i ciekawy. Jaki olejek jest najlepszy? Co to w ogóle znaczy? Czy każdy olejek naturalny jest dobry (skoro jest naturalny?). Co wpływa na jakość olejków? Czy każdy olejek nadaje się do celów kosmetycznych i żywieniowych, skoro jest naturalny? Jak fałszowane są olejki?

To wpis dla osób lubiących czytać i mających pod ręką herbatę i postaram się wedle mojej najlepszej i aktualnej wiedzy (może za rok będę miała nowe dane?):) odpowiedzieć Wam na część tych pytań.

Gotowi?

 

Naturalne, czyli jakie?

 

Zacznijmy od tego, że teraz będziemy mówić o naturalnych olejkach eterycznych, nie o sztucznych olejkach zapachowych. Co jakiś czas dostaję maile, że komuś wannę zaplamił olejek różany w kolorze roży, „naturalny”olejek czekoladowy albo olejek pszczeli (o zapachu mleka i miodu). Obstawiam z niemal 100% prawdopodobieństwem, że były to po prostu sztuczne mieszanki zapachowe. Przynajmniej ja nigdy nie spotkałam różowego olejku różanego (i trzeba być naprawdę zamożnym człowiekiem, żeby używać go w dużych ilościach do kąpieli: jakieś 600zł wzwyż za 5ml).
Tak więc tutaj zupełnie pomijamy sztuczne mieszanki zapachowe, o których powiemy sobie razem innym.

Pamiętajmy tutaj, że do celów aromaterapeutycznych używamy olejków albo destylowanych parą wodną albo tłoczonych. Absoluty, konkrety i inne tego typu rzeczy (np. absolut różany, jaśminowy) nie mają zastosowania w aromaterapii, używa się ich np. do domowej perfumerii.

Jaki to jest dobry olejek eteryczny?

Intuicyjnie sprawa jest prosta: no, naturalny olejek eteryczny, prawdziwy. Z rośliny. Byłoby miło. To zaskakujące, jak wiele osób nadal myli olejki naturalne z olejkami zapachowymi, ale to inny temat. Co to będzie dobry olejek?  Witamy na moim blogu. Właśnie zaczną się schodki:)

Prawdziwy czyli taki, który jest w 100% pochodzenia naturalnego. Nie rozcieńczony (częsta praktyka), bez dodatków innych olejków nieoznaczonych na opakowaniu (często fałszuje się np. olejek różany), bez wprowadzania w błąd kupującego (czyli jeśli piszę, że sprzedaję Ci olejek z drzewa różanego to nie rysuję na etykietce wielkiej róży damasceńskiej). To jest taka podstawa, podstawa, żebyśmy byli zadowoleni z naszego olejku. Sine qua non.

Możemy jednak oczekiwać też czegoś ekstra, ponad to.  Oczekujemy rzeczy ekstra wtedy, kiedy liczymy na szczególną jakość farmaceutyczną, kosmetyczną (o czym dalej) albo po prostu lubimy otaczać się rzeczami najwyższej jakości i mamy taką zachciankę:). Czego zatem możemy oczekiwać?

  • fajnie byłoby jakby olejek był z dobrego źródła, na przykład z rolnictwa ekologicznego. Nie zawsze jest to do zrobienia i nie zawsze konieczne (dlaczego, o tym dalej), ale możemy chcieć mieć taką zachciankę, w końcu wolelibyśmy nie mieć pozostałości pestycydów czy fungicydów w naszym olejku. Na pociechę dodam, że na szczęście wiele ziół nie potrzebuje dużego nawożenia i opryskiwania (ale część jest podatna na infekcje grzybowe, tak jest np. w naszym klimacie z lawendą). Dla porządku powiedzmy też, że niektóre olejki nie będą miały certyfikatów, nawet jeśli są pozyskiwane w dobry sposób. Z prostego powodu: Indie czy Chiny nie mają certyfikacji takiej jak Europa, a kadzidłowca w Polsce nie uświadczymy (ale też można kupić olejki od dobrych dostawców).
  • pragnęlibyśmy być może, żeby olejek zachował jak najwięcej swojej właściwości.Był dobrze pozyskiwany, paczkowany, przechowywany.
  • pragnęlibyśmy, żeby olejek miał jak najwięcej substancji czynnych, na których nam zależy. Możemy chcieć, żeby był pozbawiony pewnych substancji uczulających (ale to raczej jest potrzebne firmom do konkretnych zastosowań, o czym dalej) albo miał określony profil biochemiczny. To jest dla zwykłego użytkownika zazwyczaj mało znaczące, ale możemy mieć takie pragnienie.

Nadal brzmi dość logicznie, prawda?

Problem polega przede wszystkim (pomijając problem z tym, że ludzie bywają nieuczciwi) na tym, że zioła i olejki eteryczne to dary natury.  Za nic nie chcą się wcisnąć w ramy wyznaczane przez współczesną farmację i naprawdę bardzo trudno jest (ale to nie jest niemożliwe) je standaryzować. Są kapryśne i ich jakość (rozumiem jakość jako naturalność + możliwie największe właściwości terapeutyczne) oraz skład może zależeć od miliona czynników.

Na przykład?

  •  od odmiany
  • sposobu uprawy (nie chcielibyśmy mieć np. pozostałości pestycydów na olejku, prawda?)
  • od pogody w danym roku (w roku mokrym roślina może mieć mniej olejków eterycznych niż w suchym)
  • rodzaju gleby (to bardzo ważna zmienna), gatunku rośliny
  • naturalnych wariacji  np. tymianek ma bardzo zmienny chemotyp z natury, taki już on jest (tutaj przeczytasz co to jest chemotyp)
  • pory zbioru
  • suszenia i przechowywania ziół
  • sposobu destylacji. Na przykład mogę mieć fajną lawendę i wydestylować sobie z niej olejek w szopie w jakimś małym destylatorze. Mogę? Mogę (mam nawet niezłą szopę). Tyle, że żeby olejek był bardzo dobry, komora destylacyjna powinna być dobra, z możliwością kontroli ciśnienia i temperatury destylacji oraz odpowiednim dobraniem ich do danego surowca (inaczej będziemy ekstrahować różę, inaczej taki cyprys). Można najlepszy materiał zepsuć złą destylacją.
  • etcetera etcetera

Mamy więc dużo przeróżnych czynników, które wpływają na naturalne olejki eteryczne. Teraz zastanówmy się jak to się dzieje, że trafiają do tych małych buteleczek.

ps. chcę lato!!

lawenda (1 of 1)-2

Skąd się biorą na rynku olejki eteryczne?

Zastanówmy się, skąd na rynku pojawiają się olejki eteryczne?
Sprawa jest i łatwa i nieco trudniejsza.

Ponieważ swojego czasu miałam pomysł konfekcjonowania olejków pod własną marką (pomysł upadł, bo powiedziałam sobie, że albo będę mieć najlepsze możliwe olejki albo wcale i ciągle nie mam idealnego dostawcy, a jestem nadmiernie podejrzliwa tutaj), temat dystrybucji jest mi dość dobrze znany, więc może i dla Was będzie ciekawy:). Tak na marginesie: czy wiecie, że najtańszy olejek lawendowy można sprowadzić z Chin?

1 Gospodarstwo lub firma mają swoje własne plantacje i destylują sobie olejek. Najłatwiejsza opcja i najbardziej logiczna. Natomiast dość rzadka. Dlaczego? Ponieważ dość trudno jest mieć gospodarstwo, które posiada zróżnicowane rodzaje olejków, a przecież wymagania rynkowe są dość duże. Dlatego też, rolnicy często produkują dany olejek i potem sprzedają go dalej, pośrednikowi. Wyjątkiem wydaje się być lawenda i róża, na które popyt na światowym rynku jest ogromny i taki dobry producent lawendy nie będzie miał problemów z jej upłynnieniem najmniejszych.

2  Firma konfekcjonuje olejki.
Opcja najczęstsza: firma kupuje olejki albo bezpośrednio od gospodarstw albo od większej firmy, która już je wcześniej skupiła (bo przecież nie każdy może sobie pozwolić na zamówienie ileś tam set kilogramów jednego olejku, to normalne). Potem rozlewa się je pod własną marką, czyli właśnie konfekcjonuje. Czasami są to olejki z jednego gospodarstwa, ale bardzo często mieszane. Znamy na przykład kraj pochodzenia (który podał nam importer), powinniśmy znać dokładną nazwę botaniczną rośliny. Jest to praktyka powszechna i zupełnie zrozumiała, chociażby dlatego, że wiele olejków eterycznych (np. sandałowy) u nas nie występuje i trzeba je sprowadzić.

Na tym etapie może zdarzyć się wiele: rozcieńczania (często nieświadome, wydaje mi się że jednak firmy przywiązują coraz większą wagę do tego, żeby sprzedawać dobry produkt), mieszania tańszego z droższym i inna magia przeróżna. Nie ma możliwości żeby sprawdzić w pełni jakość olejku na oko (no chyba, że ma słaby zapach wybitnie albo jakiś podejrzany kolor, to można się domyślać) i jedynym sposobem, żeby być pewnym, że nam dystrybutor sprzedaje pewną rzecz jest niestety test laboratoryjny.

Oprócz tego mamy jeszcze tzw. olejki do zadań specjalnych, które muszą mieć jeszcze inną jakość:)

Olejki do zadań specjalnych

3   Konfekcjonowanie do specjalnego przeznaczenia: zauważcie, że na olejkach zazwyczaj pisze po prostu „olejek taki to a taki”. Takie olejki są w większości przypadków sprzedawane jako tzw. olejki do zastosowania przemysłowego. Nie oznacza to, że mają być stosowane tylko do podłogi, ale producent czy importer nie mogą sugerować na etykietce użytku kosmetycznego czy spożywczego. To znaczy teoretycznie nie mogą. Choćby to był najlepszy olejek świata od mojej cioci, siostry, przyjaciółki, za który dam sobie rękę uciąć.

Dlaczego?

W przypadku kiedy firma potrzebuje olejków do produkcji czegoś jakości farmaceutycznej albo kosmetycznej, to nie może sobie kupić pierwszego lepszego olejku z rzędu, nawet od zaprzyjaźnionego rolnika co do którego ma sto procent pewności, że to jest olejek naturalny i nie oszukany, bo regulują to przepisy prawa. Musi wtedy wykazać, że jej olejki są tzw. jakości farmaceutycznej lub kosmetycznej (w zależności od potrzeb: piszę tutaj o półprodukcie np. do dalszej produkcji kosmetyku nie o przypadku, kiedy chcecie sobie zrobić w domu domowy peeling:)). Takie olejki mogą być mieszanką olejków różnych producentów, ale muszą być przebadane na piątą stronę. Robi się im tzw. profil i widać dokładnie gęstość, poszczególne związki chemiczne (bada się je za pomocą badań chromatograficznych) etc. Jeśli chcesz na przykład sprzedawać olejek lawendowy wymieszany z powiedzmy oliwą z oliwek jako kosmetyk to wtedy musisz mieć profil tego olejku, profil oliwy z oliwek i wejść już w całą procedurę kosmetyczną (testy laboratoryjne, obciążeniowe i inne takie, książka produktu). Generalnie dla mnie jako dla użytkownika końcowego nie ma to dużego znaczenia (bo używam do kosmetyków „normalnych” olejków), ale żebyście wiedzieli że np. w produkcji kosmetyków trzeba często przedstawić dodatkowe badania.

Weźmy taką lawendę: w zależności od roku, gleby, naświetlenia i miliona innych rzeczy może mieć zupełnie inny profil: może zawierać łagodny linalool, może mieć przewagę kamfory (to taki ostry zapach), może mieć dużo tujonu (w dużych ilościach jest toksyczny). Nie trzeba być mistrzem zielarstwa, żeby domyślić się, że np. do celów farmaceutycznych pasowałoby nam mieć raczej więcej linaloolu niż tujonu. Są więc firmy, które specjalizują się sprzedażą olejków eterycznych jakości farmaceutycznej dla klientów farmaceutycznych (czasami nazywają się też np. olejkami „therapeutic grade”, „BP” (od British Pharmacopeia) etc.). Aha, żeby było śmieszniej, też czasem mijają się z prawdą i to co dają na papierze w specyfikacji nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością, więc dociekliwy klient jeszcze raz powinien je przebadać.

Jeśli ktoś chce natomiast na przykład zrobić własne kosmetyki i sprzedawać je legalnie, nie może po prostu włożyć tam dowolnego olejku (przynajmniej z tego co rozmawiałam z asesorami kosmetycznymi). Powinien to być olejek gdzie wiemy jaki jest dokładnie jego profil laboratoryjny (dostarcza profilu producent), może być dodatkowo przebadany np.  przez IFRA (słuszna poprawka czytelniczki: „Zgodny z IFRA”) z dokładnym opisem co w nim czego jest i ewentualnymi alergenami. Nawiasem mówiąc,innymi uznanymi badaniami są badania AFNORu– francuskiej firmy z długą tradycją. Tutaj Beata podrzuciła mi ciekawy tekst z polskiego punktu widzenia, więc go podłączam. Poczytajcie sobie, bo tam jest za koleją i bez uproszczeń.

Certyfikaty czy tam atesty brzmią fajnie, ale mają dwie strony medalu:

  • małego rolnika może być nie stać na tą całą certyfikację, nawet jeśli ma dobry produkt. Takie życie, doskonale wiem ile kosztują wszystkie formalności, jeśli cokolwiek chce się zgodnie z prawem tknąć.  Często gospodarstwa może być nawet nie stać na wprowadzenie certyfikacji ekologicznej (na pewno znacie rolników, którzy mają „normalne” kury, ale bez unijnej plakietki „eko”), a co dopiero na IFRy nie IFRy.
  • certyfikaty mogą być  zmyślone:

Np. jakaś firma pisze sobie że ma olejek „Super Therapeutic Effect Forever Live Great Great” czy coś w tym stylu, a jednocześnie trzyma w tajemnicy kryteria certyfikacji (albo wręcz są one tajemnicą firmową). Nie jest to wtedy klasyczna certyfikacja (bo nikt poza tą firmą nie może się tak certyfikować), ale raczej znak handlowy czy znak jakości (która może być bardzo wysoka). To trochę tak jakbym ja stworzyła  sobie „Certyfikat Jakości Klaudynki”  i mówiła, że żadna firma na świecie go nie ma. No nie ma.  CJK mogłyby być naprawdę dobre jakościowo, ale nie będą to kryteria, które można przenieść na innych producentów. Rozumiecie różnice?

Generalnie u nas mało kto przejmuje się takimi szczegółami jak źródło pochodzenia (chociaż coraz częściej można kupić olejki „Bio”), jakość terapeutyczna czy dokładny skład olejków. A szkoda. Ja jestem na przykład olbrzymią fanką olejku tymiankowego. Bardzo, bardzo mi pomógł w przypadku zapalenia oskrzeli (dobrze, stosowałam trochę nielegalnie, czyli wewnętrznie;)), pomógł mojej Babci i ogólnie polecam go komu mogę. Taki olejek jest jednak zbyt mocny dla małych dzieci: idealny byłby olejek tymiankowy o tzw. chemotypie linalool  (co to jest chemotyp dowiesz się tutaj) , który jest dużo łagodniejszy i odpowiedni do stosowania dla najmłodszych. Nie ma takowego do kupienia u nas, za granicą jest sprzedawany (albo coś przegapiłam?dajcie mi znać!).

Hyzopowy olejek zresztą też jest bardzo ciekawy..

hyzop-lekarski (1 of 1)

Podsumowując, dlaczego trudno o olejki świetnej jakości?

Jak widzicie, na jakość olejku wpływa bardzo bardzo wiele rzeczy.

Trudno jest dostać olejek, który miałby spełnione na raz kilka kryteriów (a że ze sprawdzonego gospodarstwa i jeszcze dobry skład i wiemy, że nierozcieńczony). Dodatkowo, każda partia może być inna. Doktor Różański badał kiedyś olejki kilku polskich firm i część z nich uznał za dobre.  Szkopuł w tym, jeśli firma miała olejki dobre kilka lat temu, nie oznacza to, że jakoś jest zachowana. Mógł się zmienić jeden z  dostawców, mogła się zmienić polityka firmy, mogło się zmienić zupełnie wszystko. Rozmawiałam z firmami, które pokazywały mi badania chromatograficzne swoich olejków (bo kiedy chciałam konfekcjonować swoje, to prosiłam o profil olejku konkretnego). Z 2006 roku, które firmy uznawały za aktualne. Ekhem.

Dlatego kiedy zadajecie mi pytania: „Co sądzisz o olejkach sprzedawanych przez sklep z półproduktami X albo Y?”, nie mogę Wam odpowiedzieć. Przecież olejek lawendowy może być zupełnie inny od mirtowego czy pomarańczowego, w końcu są od innych dostawców.

Zakładam idealistycznie, że większość firm konfekcjonujących jest uczciwa i odnoszę wrażenie, że  olejki sprzedawane przez sklepy z półproduktami kosmetycznymi są dobrej jakości. Lepszej niż czasem sprzedawane przez sklepy ze zdrową żywnością (takie po parę złotych).

Natomiast pytanie jest, do czego Wam są te olejki. Jeśli potrzebujecie do sprzątania, to najlepiej kupić jakieś tanie. Do mydeł tak samo. Do kominka aromaterapeutycznego to kupcie sobie najtańszy bo i tak go zniszczycie podgrzewając (innym razem powiem Wam o tym czym prawidłowo rozpraszać olejki eteryczne). Jeśli do kosmetyków domowych to już lepsze nieco (ale to naprawdę trudno to powiedzieć, ja kiedyś używałam 4 olejków pomarańczowych różnych, nic mi nie było,za piątym razem dostałam mega alergii), ale jeśli potrzebujecie bardzo wysokiej jakości (bo potrzebujecie jakości terapeutycznej albo zbliżonej do kosmetycznej) albo organicznych, albo od jednego producenta, to robi się trudno. Być może to kwestia rynku, bo na razie sprzedaje się głównie najtaniej.

Powiedzmy sobie jasno: naturalny olejek eteryczny, dobrze wydestylowany i przechowywany zawsze będzie wartościowy. Lepiej użyć dobrego niż nie używać w poszukiwaniu idealnego

Pytanie tylko, jak bardzo.  Lepiej jest kupić sobie jakikolwiek (no dobrze, ze „średniej” półki) niż nie mieć żadnego. Ja sobie tutaj tylko wybrzydzam, jako osoba olejkowo i ziołowo skrzywiona:)

Z polskich firm za uznane uchodzą min. DrBeta czy Awicenna Oils, ale nie jest to najlepsze co można dostać (zresztą, są dość tanie jak na olejki eteryczne). To są dobre olejki (tak „na oko”, nie badałam, ale mam ich sporo w swojej kolekcji, zwłaszcza rozmarynowych, szałwiowych, tymiankowych i tych klimatów), ale na pewno nie najlepsze co można dostać. Kiedyś z kolegą próbowaliśmy lawend przeróżnych i doszliśmy do wniosku, że jednak to nie jest ta extra jakość.

Osobiście do takich zastosowań używam olejów YoungLiving, ostatnio zamówiłam sobie cały zestaw (pytacie o niego na Facebooku mocno, więc innym razem go zrecenzuję). To są olejki, którym jestem wierna od długiego czasu, posiłkowałam się nimi podczas chorób,  zawsze miałam z nimi dobre doświadczenia. Wiem, że mają część upraw własnych, odpowiednio destylują i po prostu widzę, że dobrze się ich używa i działają. Używam ich tylko do rzeczy terapeutycznych, bo mnie nie stać na szastanie nimi na prawo i lewo.

youngliving

Firmą konkurencyjną do Young Living jest doTerra. Osobiście nie próbowałam, bo jeśli mam kupować drogie olejki to kupię od YL (mają część własnych upraw, większy wybór i to według mnie jest przewagą), ale z tego co słyszałam i co pytałam znajomych aromaterapeutów to też jest dobra firma.

Generalnie potwierdza się z mojego doświadczenia zasada, że bardzo dobre olejki nie są tanie. Nie ma takiej możliwości, po prostu nie ma, żeby dostać sandałowiec poniżej 10 zł (zaryzykuję tezę, że poniżej 50 to jest słaba jakość). Śmiem twierdzić, że olejek z drzewa herbacianego poniżej 20-30 zł jest mocno podejrzany, bo tak się składa, że na świecie w obrocie jest więcej olejku z drzewa herbacianego niż posadzonego drzewa herbacianego i gdzieś następuje cudowne rozmnożenie (tutaj przeczytacie zresztą więcej o fałszerstwach olejkowych).Rozcieńczony olejek z drzewa herbacianego nadal jest skuteczny, ale wiecie, no, chciałabym wiedzieć że kupuję rozcieńczenie (i żeby było jasne, nie twierdzę, że z każdym coś się robi i że robi się to w Polsce, może my mamy jakieś swoje kanały olejkowe specjalne;)). Nie ma takiej możliwości, żeby kupić w detalu olejek różany poniżej 100zł (chyba,że macie ciocię z plantacją róży). Nie ma cudów po prostu.

Dodam jeszcze że w aptekach czasem sprzedają takie badziewa, że głowa mała i  czasem nigdy nie słyszeli o jakości farmaceutycznej („Wie Pani, naturalny olejek to jest, tani, klienci lubią tanie”).

Tanio dość można kupić olejki cytrusowe (cytryna, pomarańcza, 20 zł to można przypuszczać że jest w porządku już), w Polsce w rozstrzale 15-50 złotych dobre są olejki rozmarynowe, tymiankowe, szałwiowe, miętowe i z tego co tam u nas rośnie (zresztą trudno je zepsuć bo same w sobie są bardzo mocne, a nasi rodzimi producenci nie gwarantują jakości eko raczej). Generalnie do 50 zł można się zamknąć z dobrą jakością (też w sklepach z półproduktami) i można mieć za to praktycznie wszystko (oczywiście jeśli jesteśmy osobą prywatną i nie potrzebujemy papierów). Jakość super to zazwyczaj 50-100 w zwyż, chyba że mówimy o olejkach bardzo cennych z natury: różanym, sandałowym, rumiankowym (na rynkach droższy od lawendy, nawet w chinach;)) etc. Lawenda w okolicach 30-40zł (około 10ml) to już zazwyczaj jest naprawdę dobra. W internecie może być taniej niż w sklepach stacjonarnych, ale to oczywiste.

Ja robię tak, że w 90% przypadkach używam olejków nie droższych niż 50 zł. To kąpieli aromaterapeutycznych to nawet takich po 10-15 (jak wiem, że mnie nie uczulają i wiem, że ten olejek jest u nas niedrogi), do sprzątania to samo,  do kosmetyków używam olejków ze „średniej półki” (nie kupiłam droższego niż 50zł), jeśli jestem chora i potrzebuję to sięgam po znane firmy polskie zazwyczaj (tymianek etc). W sytuacjach kiedy jednak potrzebuję na pewno i najwyższej jakości (często nie dla siebie, do stosowania wewnętrznego i po prostu chcę mieć top quality) i po prostu czegoś co będzie w 100% pewne i o bardzo wysokiej skuteczności, to mam YoungLiving (tam lawenda to bodajże 30 – 35 dolarów za 15ml).

Mało u nas jest olejków z półki najwyższej albo średniej (czyli tak jak wskazaliście na Facebooku, na przykład z uprawy organicznej, nawet dr Betę nie jest łatwo dostać..), dużo najtańszych (i rozumiem dlaczego tak jest) i szczerze mówiąc żałuję troszkę że tak jest.

Podsumowując: jak widzicie sprawa nie jest łatwa.

Marzy mi się kiedyś konfekcjonowanie własnych olejków tak jak pisałam, ale z moją wybrednością na pewno nie będzie to prędko, bo nie wystarcza mi potwierdzenie „mamy naturalne olejki”, nie wystarcza mi sama deklaracja/badania producenta  (albo chciałabym mieć z konkretnego gospodarstwa bezpośrednio i dodatkowo przebadane albo rzeczywiście zbliżoną klasę do terapeutycznej, obwarowaną chromatografami, dodatkowo mam swoje preferencje zapachowe;)). Na razie będą do mnie lecieć jak dobrze pójdzie próbki olejków z Indii (kadzidłowca zapragnęłam), ale nie czuję się zupełnie gotowa na badania, import i inne tego typu historie. Ale jak chcą mi wysłać sample, to niech ślą;).

Oferta olejkowa coraz bardziej się powiększa i naprawdę gorąco Was zachęcam do eksperymentowania, bo to mogą być niesamowicie skuteczne substancje.

Chciałabym Wam przygotować jeszcze takie dwa wpisy: 1. Olejki które polecam mieć w domowej apteczce 2. Moje ulubione olejki (bo ja lubię dziwne olejki czasem, niekoniecznie każdemu się spodobają albo są trudno dostępne:)).

Dajcie znać jakich olejków próbowaliście albo o których chcielibyście więcej się dowiedzieć, postaram się wziąć pod uwagę w przygotowaniu wpisów!:)

ps. bonusowo. Podczas pisania tego wpisu tak mi się wkręciła ta piosenka Grechuty bardzo!

Post scriptum

nie mówię, że tanie olejki nie działają i że trzeba kupować drogie. Działają i nie trzeba kupować najdroższych. Osobiście używam w przedziale od 10 złotych po 300. Tak się teraz zdarzyło, że potrzebuję najwyższej jakości terapeutycznej konkretnych olejków, więc zamówiłam. To jest po prostu kwestia pewnego luksusu, tak samo jak nie wiem, droga torebka czy drogie buty. Nie trzeba:). Sama nie mam olejku różanego bo mnie nie stać, wolę mieć dobry z drzewa różanego. Piszę tylko, żebyście byli świadomi, że są różne jakości po prostu i olejek to nie zawsze buteleczka za 10 zł.

– nie mówię, że firmy konfekcjonujące oszukują. Wręcz napisałam, że używam olejków konfekcjonowanych i wierzę w dobrą wolę sprzedawców i większość robi to uczciwie. Sama mam koleżankę, która konfekcjonuje i wiem, jak bardzo się przykłada, żeby mieć dobry towar: jeśli może to zamawia prosto z kraju pochodzenia (to jest dodatkowy luksus przecież). Nie dlatego nawet że są lepsze ale dlatego, że wtedy ma większą kontrolę nad towarem. Wierzę, że duże firmy olejkowe z renomą w Polsce przykładają wagę do jakości i pewnie nawet te olejki badają dodatkowo  (żeby sprawdzić deklarację producenta, rozmawiałam z doktorami farmacji i to co jest czasami pomiędzy deklaracją wytwórcy a rzeczywistością to jest głowa mała, papiery mogą się zgadzać, ale jest jeszcze rzeczywista rzeczywistość:)).  To trochę tak jak z miodem: są dobrzy, uczciwi pszczelarze i nikt nie mówi, że pszczelarze oszukują, ale z drugiej strony słyszy się o fałszerstwach miodu co jakiś czas, dlaczego? Właśnie dlatego kupuję od pszczelarzy którym ufam:).

Jaką bez badań ma się jednak pewność, że ten olejek eukaliptusowy czy z drzewa herbacianego nie został wcześniej gdzieś „ochrzony?”, jaka jest 100% pewność że dostawca spoza Europy miał 100% czystości i nic nam tam nie dołożył? Może brzmię jak paranoiczka, ale dla mnie taka sobie chyba, że rzeczywiście każda z firm bada te olejki i sprawdza czy są okey:) Albo jeśli bierzemy od pośrednika, czasem któregoś z kolei? Papier wszystko przyjmie. Używam olejków konfekcjonowanych, wiem, że działają, ale też muszę powiedzieć uczciwie, że bez badań nie ma pewności że on jest na prawdę czysty.

Chrzci się paliwo (też według papierów się zgadza! na szczęście coraz rzadziej, duże firmy sobie na to nie pozwalają raczej i pilnują jakości), a co dopiero olejki. Dr Różański bardzo dużo zajmuje się olejkami i kiedyś badał naprawdę wiele olejków. Oto co mu wyszło (klik). Wybaczcie, że brzmię, jakbym nikomu nie ufała, ale skądś mu takie wyniki wychodzą, gdyby wszyscy byli uczciwi na każdym etapie produkcji takie kwiatki nie miałyby racji bytu. Nikogo nie oskarżam (nie insynuuję i wprost napisałam, że wiele z nich uważam za dobre i sama kupuję od różnych dystrybotorów), ale nie mogę Wam powiedzieć: „Hej, wszystkie olejki naturalne w Polsce są świetnej jakości, najlepsze i w ogóle 100% olejku w olejku, wszyscy ludzie są zawsze uczciwi i w ogóle;)”.  Śmiem twierdzić, że ostatni dystrybutor akurat tutaj może być najbardziej uczciwy. Dobra, może te kilka procent rozpuszczalnika to jest coś co właściwie nie powinno nikogo obchodzić bo i tak będzie działał olejek i się czepiam, ale mnie obchodzi:). Nie twierdzę nawet, że olejki YL czy do Terry są koniecznie lepsze od naszego drBety (przecież nie siedzę w laboratorium i tego wszystkiego nie badam!): to po prostu moja subiektywna preferencja i pewne zaufanie, tak jak preferencją jest kupienie sobie czasami czegoś ekstra:)

Dodajmy jeszcze, że niektóre olejki destyluje się kilkukrotnie (np. taki ylang-ylang) i jak najbardziej jest możliwość, że dostaniemy naturalny ylang-ylang, tylko nie zawsze wiemy która to była destylacja: tak jak tłoczenie oliwy. Extra virgin i wytłoczny, każdy ma jakieś zastosowanie, nie?

– jeśli robicie kosmetyki w domu nie potrzebujecie olejków „klasy kosmetycznej” (to moje prywatne określenie, w sensie, nie potrzebujecie olejku z pełnym profilem, możecie przecież kupić od sąsiada który ma lawendowe pole). Potrzebujecie ich, jeśli chcielibyście legalnie sprzedawać lub tworzyć kosmetyki bo po prostu asesor kosmetyczny zapyta Was o profil olejku, tak samo jak zapyta Was o każdy inny składnik w Waszym kosmetyku, zanim dopuści go do obrotu. Nie wystarczy stwierdzenie „mam olejek naturalny, który sam zrobiłem”.

No wiem, że może przesadzam trochę. W 90% przypadkach kupicie sobie naturalny olejek od dobrego dostawcy (albo takiemu któremu ufacie) i będzie dobrze, serio. Nawet jak będzie trochę rozcieńczony to nic się teoretycznie nie stanie. Natomiast jako osoba zafiksowana na punkcie olejków, po prostu mam tendencję do wchodzenia w szczegóły. Wiecie. Dla niektórych szpilki to są szpilki i torebki to torebki, a dla innych jest cała masa zagadnień związanych ze skórą, wykończeniem, producentem, fasonem.. Olejki to produkt jak każdy inny, można przesadzać trochę, nie?:)

Podobał Ci się ten wpis? Podaj dalej!

  • bardzo merytoryczny i ciekawy dla mnie wpis, natknąłem się dopiero teraz, ciekawe czy po dwu latach praktycznego prowadzenia firmy konfekcyjnej olejków autorka nadal przestrzega wysokich standardów jakościowych swoich produktów? po tym tekście ufam tylko dostawcom olejków z natury tanich z powodu ogromnych upraw ziół, a jeszcze lepiej uprawianych w Polsce, czyli w sumie takich, których producenta można sprawdzić, i których nie opłaca się fałszować , bo środki fałszujące, np. rozpuszczalniki, są droższe niż sam olejek. Wiem,że takich olejków będzie niewiele, ale cóż…

    • Gdybym nie dbała, to bym nie prowadziła firmy, bo to nie miałoby sensu :-). To nie prawda, że prowadzę firmę konfekcyjną bo robię różne rzeczy, a szukanie ciekawych dostaw olejków z różnych stron świata to tylko jedna z nich:)

      Większość olejków trzeba sprowadzić (na przykład piękne cytrusy) i większość olejków w Polsce będzie mało olejkodajna, choćby z powodu ilości dni słonecznych i deszczowych (tego roku w maju padał śnieg, a w Bułgarii mają już pełnię zbiorów lawendy:-)). Teoretycznie mięta u nas na olejek mogłaby się udać, jeśli ktoś ma parę hektarów może się zabawić (znam kilka osób które uprawia lawendę w PL, natomiast niesety raczej na susz i troszkę hydrolatu). Byłeś u mnie na destylacji hydrolatów i dobrze wiesz ile trzeba materiału, żeby parę kropli otrzymać, więc tak efektywnie trzebaby mieć z hektar jednego ziela, żeby coś wycisnąć. Najlepiej to kilka hektarów, ale hektar to już tak na luzie:).

      Jeśli założysz kiedyś własną plantację czegoś ciekawego, to chętnie zamówię:D. Taki nawłociowy chętnie kupię, sama ledwo daję radę wydestylować hydrolacik i tego się trzymam z domowej produkcji, coś by się znalazło o co chętnie wzbogaciłabym portfolio. Niestety ja jestem w stanie zrobić tyle ile jestem i tak robię bardzo dużo ciekawych rzeczy i się uzbieram jak głupia do wód kwiatowych:)