Andrut – smak dzieciństwa. + aparaty fotograficzne do wygrania!

Dzień dobry,

Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, że nie jestem zbyt sentymentalna – przynajmniej na blogu :-)

Jakiś czas temu zostałam jednak zapytana o to.. jaki jest mój smak i zapach z dzieciństwa?

Szczerze?

Miałam to szczęście, że moja Babcia zawsze miała gospodarstwo. Bardzo lubiłam chleb ze śmietaną, posypany cukrem. I maślankę wylewającą się z maselniczki: kwaskowatą, tłustą od grudek masła. I kiszkę (kaszankę) oraz wątróbkę i inne podroby. I ziemniaki w skórce (teraz wiem,że mówi się na nie „w mundurkach”), które Dziadkowie gotowali dla świni. Czasem wyciągałam sobie po jednym i zajadałam z solą.

Mało smakoszowskie i wyrafinowane, prawda?

Ale jako dziecko najbardziej lubiłam słodkości.

Dziś chciałam się z Wami podzielić jednym z takich przepisów: przepisem na andrut (niektórzy mówią chyba na andruta wafel, prawda?). Jedno z niewielu rzeczy, które potrafiłam zrobić jako dziecko i nastolatka. Ten tutaj to jeden z moich ulubionych: andrut czekoladowo-kokosowy według przepisu mojej Mamy. . Nieprzyzwoicie ociekający słodyczą i rozpływający się w ustach. Tak, z margaryną, na którą wtedy nie patrzyło się z pogardą. I tym razem wiedziałam, że jeśli ma być „taki jak dawniej” to sięgnę właśnie po margarynę (i nie, nie jest to reklama margaryny). Tak po prostu zawsze robiliśmy.

Moim zdaniem najlepszy andrut. Wiadomo, słodkości z dzieciństwa są najlepsze!

Zapraszam!

ps. z tego wpisu dowiecie się również o fajnym konkursie (jest to wpis promocyjny). Braliście u mnie udział w różnych konkursach foto i wiem, że potraficie robić super zdjęcia: dlatego myślę że konkurs zdjęciowy, gdzie można wygrać aparaty Nikona, przypadnie Wam do gustu!

Jak przygotować andrut? Film powstał w kuchni mojej Mamy. Dziękuję jej pięknie za przepis!


Drugi andrut który bardzo lubiłam, to  taki ze skondensowanym mlekiem. Które robiłam sama, cierpliwie mieszając mleko z cukrem przez kilka godzin. Siadałam sobie na taborku, rozmawiałam z Babcią, czasem czytałam  gazety komputerowe. Bardzo chciałam mieć komputer, jednak nie było mnie na niego stać: pamiętam,że siedziałam i czytałam solucje do gier komputerowych i oglądalam obrazki. Teoretycznie na komputer byłam świetnie przygotowana!Tym razem jednak przygotowałam adnruta z wkładką kokosową: dwie porcje, bo wiedziałam, że rozejdą się w mgnieniu oka.

Coś takiego jest w andrucie, że nie możesz, a jesz dalej.  I można go zabrać ze sobą!

Zanim przejdziemy do przepisu, parę słów o konkursie „Czuję że żyję” – można wygrać aparaty Nikona, fajnie, nie?

Tutaj znajdziecie szczegóły konkursu fotograficznego Czuję że żyję (tym razem nie ja go organizuję). W dużym skrócie:

Wystarczy przesłać zdjęcia obrazujące smak lub zapach, który kojarzy się z konkretnym tematem:

 

  • Smak i zapach dzieciństwa – zbieramy zgłoszenia do 12.12.
  • Smak i zapach domu – zbieramy zgłoszenia do 20.12
  • Smak i zapach Świąt – zbieramy zgłoszenia do 28.12

Można zgłaszać dowolną ilość zdjęć, ale wygrać tylko raz:) W każdym etapie do zgarnięcia po 4 Nikony Coolpix S6300 (aparaty kompaktowe), razem aż 12 nagród.

Weźmiecie udział? :)

Po przerwie na reklamy, wracamy do andruta:)

Andrut kokosowo – czekoladowy, wedle przepisu mojej Mamy.

 

Składniki (na 2 andruty:)

można przygotować z masłem, ale ja wolę z margaryną:)

z podanej ilości zostaje trochę masy do ekhm, wylizania.

 

Na masę kakaową:

  • 2/3 szklanki mleka
  • 2 szklanki cukru (zwykły kryształ)
  • 6-8 łyżek dobrego, brązowego kakao
  • 40 dag margaryny lub masła

Na masę kokosową:

  • 20 łyżek mleka
  • 2 szklanki cukru pudru
  • 20 dag masła lub margaryny
  • 20 dag kokosu

I 2 andruty:)

Przygotowanie:

Masa czekoladowa:

Mleko zagotowujemy z cukrem. Kiedy cukier się rozpuści, dodajemy kakao.  Zagotowujemy na małym ogniu. Dodajemy margarynę i mieszamy, dopóki się nie rozpuści. Odstawiamy do lekkiego przestygnięcia.

Masa kokosowa:

Mleko i cukier puder podgrzewamy na małym ogniu. Kiedy cukier puder rozpuści się z mlekiem, dodajemy kokos. Ucieramy masę kokosową (np. tłuczkiem). Masa może być lekko płynna, ale to nic. Zostawiamy do lekkiego przestygnięcia.

Wyciągamy andruty.

Przekładamy 2-3 andruty masą kakaową. W środek kładziemy grubą warstwę masy kokosowej. Potem znów przekładamy kakaową.

Przekładamy andrut na druga stronę: początkowo płatki andruta nie będą się sklejać. Trzeba przełożyć andrut na drugą stronę,  przykryć ściereczką, obciążyć go np. książkami. Dobry zaraz po ostygnięciu, najlepszy drugiego dnia.

O ile doczekacie:)

Smacznego!

ps. a tak poza kulisami. Moja siostrzyczka pomaga mi ustawić ostrość.


  • Uwielbiam wafle, najbardziej te przekładane długo gotowanym mlekiem z cukrem …też siadąłam na taboreciku i mieszałam, oczywiscie podjadając:) pozdrawiam ciepło

  • Uwielbiam takie wafle! choć moja babcia robiła z samą masa kakaową :)

  • Miałam to szczęście, że dziadkowie mieli znajomych z działką na wsi. Więc też znam ziemniaki z parnika, świeże i jeszcze ciepłe mleko (krowie lub kozie ♥), krzaki pełne agrestu, świeże czereśnie, żółte śliwki i kwaskowate papierówki – prosto z drzewa, bo nikt nie wpadł na to, żeby je myć!
    Moja mama inaczej robiła andruty (czyli Pischinger!) z kremem maślano-kakaowym na bazie koglu-moglu. Albo kisiel cytrynowy ze słodką śmietanką. Choć najlepiej pamiętam zacierkę na świeżym, krowim mleku. Może dlatego, że latem babcia często robi. Jak dobrze jest sobie przypomnieć takie rzeczy :)

    A siostra urocza i barrrdzo podobna. Pozdrawiam! :)

  • Karolina

    Aha, i też zajadałam się kartoflami dla świń z parnika:) Pozdrawiam:)

  • Karolina

    Też używam margaryny do wafli (mimo że słodkie wyroby zwykle bardziej smakują mi z masłem) i uważam, że tylko wtedy smakują jak te z dzieciństwa. Piękne zdjęcie puszki po tym opisie, domyka całość klimatu.